MARLON GRISEN
dwadzieścia siedem lat
klient hotelu i kasyna
Setki tysięcy rocznie. Piękny dom. Luksusy. Scott Grisen wbrew pozorom nie brał udziału w żadnych przekrętach bankowych, nie współpracował z mafią, nie dawał i nie brał łapówek, nie handlował Chińczykami - całą swoją firmę zbudował od podstaw i uczciwie na niej zarabiał. Ta cała kasa - należało mu się. Był genialnym przedsiębiorcą; każdy jego ruch był dokładnie przemyślany, każda decyzja podjęta z rozmysłem i rozwagą, każdy pracownik nieprzypadkowo usadzony na danym stanowisku. Jego matka też była bogata. Bizneswoman. Dwie wille w Vegas, forsy jak lodu. Miała wszystko. A potem umarła na raka. Nie ulega jednak wątpliwości, że sukces Scotta był wyssany wraz z jej mlekiem.Tę samą karierę wróżono jego synowi. Wszyscy byli przekonani, że młody mężczyzna odziedziczy po śmierci ojca cały biznes. Może. Może na początku faktycznie tak miało być. Ale potem wszystko się zmieniło. Choroba. Czyhające nad głową starego widmo śmierci. A potem szybka zmiana w testamencie. Syn nie dostał ani grosza. Firma została przepisana na młodszą córkę. Dlaczego? Przecież to syn miał opinię charyzmatycznego, rozsądnego człowieka. Schludny ubiór. Przystojna twarz. Kilkudniowy zarost. American Guy. Ideał. Najwidoczniej nie do końca. Najwidoczniej coś było nie tak.Do niedawna Marlon grał w grę i wygrywał. Uśmiechał się przez złość i udawał miłego. Manipulował ludźmi, doprowadzając do tego, że łykali każde jego kłamstwo. Lojalny i uczciwy. Pomocny, przyjacielski. A to wszystko podczas gdy w rzeczywistości jedyną osobą, na której mu zależało, był on sam. Marlon stawiał siebie zawsze na pierwszym miejscu - chyba że rozchodziło się o młodszą siostrę. Wtedy okazywał się autentycznie nadopiekuńczy. Ale potem ją stracił. Ona dostała wszystko, a on został z niczym. Wymazał ją z życiorysu na zawsze, chociaż to nie była jej wina. Zmienił się.Od tego czasu bardzo trudno jest nawiązać z nim jakikolwiek kontakt. Nic do niego nie dociera. Wpatruje się w martwy punkt. Wegetuje. Ale nie do końca. Próbuje zachowywać ten stoicki spokój w każdej sytuacji, przyjmować obojętną postawę bez względu na wszystko. Próbuje. Dobre słowo. To stres. Jego życie jest stresujące. Plus hazard, alkohol - zbyt duże ilości alkoholu - i wielki żal w sercu. Cholera. To wszystko sprawia, że nie panuje nad emocjami. Zepsuł się. To koniec.
POWIĄZANIA

[Dobranoc (bo to już przecież dawno po wieczorze i na długo przed dniem). Przepiękne zdjęcie.]
OdpowiedzUsuńJ. Cassegrain
[Serdecznie witam na blogu!
OdpowiedzUsuńZgadzam się z powyższym komentarzem, zdjęcie cudne *-* Po przeczytaniu karty mam wrażenie, że polubiłabym go w życiu codziennym - jakoś tak ciągnie mnie do tego typu postaci.
Jakiś wątek z panią manager, może? ]
Lyra
[ Witam bardzo serdecznie :> I zapraszam pod skromną kartę Elaine. Ah i zapomniałam powiedzieć, że wizerunek mnie oczarował. ]
OdpowiedzUsuń[ Myślę, że z tego co mi tam naskrobałeś/naskrobałaś coś urodzę ale raczej nie dziś bo nie chcę aby ten wątek miał góra pięciu zdań :>]
OdpowiedzUsuńElaine
[Obawiam się, że na chwilę obecną pomysłów brak - może Ty jakiś masz?
OdpowiedzUsuńJeśli nie, to postaram się coś spłodzić, jak już ten cały świąteczny szał przeminie. (;]
Lyra
[Korzystam z zaproszenia i przychodzę :) i tak zapytam czy nie znalazłby się jakiś pomysł na powiązanie?:)]
OdpowiedzUsuńAmelia
[Wczoraj wpadł mi do głowy pomysł, dzisiaj jednak uciekł, no ale... Cerise (właściwie używa drugiego imienia, moim zdaniem jest ładniejsze) jest kelnerką w klubie nocnym, a skoro Marlon ostatnio nadużywa alkoholu, to pewnie kobieta miała z nim styczność w pracy. Może nawet nie raz, i nie dwa. Mógłby przyjść do klubu, trochę wypić, narobić szumu, zniknąć. Na drugi dzień zorientować, że czegoś mu brakuje (nie wiem, portfela?) i zechcieć odnaleźć zgubę. Hm, Elise mogłaby go odszukać albo to, co zostawił, oddać recepcji hotelu. O kradzież jej raczej nie oskarży, chociaż... Byłaby wkurzona :D Wolisz z powiązaniem, czy tak od zera?]
OdpowiedzUsuńÉlise Gagné
[Witam, witam. I dziękuję. Marlon również niczego sobie, pewnie nie będę zbyt oryginalna chwaląc obydwa dobrane do karty zdjęcia oraz całokształt, ale wyszło świetne. Z racji tego, że dwie zranione dusze przeważnie się przyciągają, mam propozycję wątku. Nina jest w zasadzie nowa w Bellagio, ponieważ pracuje zaledwie od tygodnia i siedzi w Jasmine tylko i wyłącznie za sprawą zawodu matki. W restauracji Marlon mógłby być ostatnim klientem przed zamknięciem, a ona miałaby ogarnięcie pomieszczenia przed wyjściem na swojej głowie (skoro on tak wegetuje, patrząc nieprzytomnie w jeden punkt, Nina musiałaby to zauważyć, jak wiadomo lubimy pomagać innym, choć sami nie dajemy sobie pomóc) i zaczęłaby z nim rozmawiać. Tak po prostu, dwójka obcych sobie ludzi. Jeśli nie, pomyślę jeszcze nad czymś, ale jestem potwornie słaba w wymyślaniu wątków i powiązań, więc wybacz.]
OdpowiedzUsuńNina Kennedy
W życiu Niny bywały dni, kiedy nie było nadziei na jakiekolwiek lepsze jutro, nieuzasadniony lęk i nostalgia, z którą trwała od paru lat, zmuszały ją do podejmowania irracjonalnych decyzji. Choć była jedynaczką i wychowywała się w bardzo przyzwoitych warunkach, mimo wymagającej pracy obojga rodziców, czuła się niechciana. Nigdy nie miała powodu, aby dokładnie tak się czuć, ale w porównaniu do rodzin znajomych, była niczym dziwny element nie pasujący do całości układanki. Uczucia kumulowały się nachodząc na siebie niczym metalowe zęby pułapki zastawionej na zwierzynę. Aż wreszcie wpadła w potrzask i nie mogła uciec, już nie. Wylądowała w miejscu, gdzie co roku pojawiało się milion ludzi, liczących na szybkie wzbogacenie się lub poślubienie kogoś wpływowego, na zrobienie czegokolwiek, aby szybko i łatwo poprawić swój byt. Jej nie można było zaliczyć do tej kategorii. Kiedyś miała wszystko, dzisiaj serwowała dania bogaczom z wyćwiczonym uśmiechem oraz wymaganą profesjonalnością. Co lepsze - czuła się z tym zadziwiająco dobrze.
OdpowiedzUsuńMarlon Grisen okazał się ostatnim klientem w Jasmine, przynajmniej tego wieczoru. Nie znała jego imienia, nie znała jego historii i nie zwróciła na niego uwagi, gdy sala pękała w szwach od nadmiaru gości. Dopiero, gdy przedostatnie osoby wyszły, zaczęła sprzątać pomieszczenie, kątem oka obserwując siedzącego naprzeciw suto zastawionego stołu mężczyznę. Spojrzała na jego zamówienie, jednocześnie odkorkowując wytrawne wino. Jeśli owy jegomość pił w takim tempie w jakim jadł, mogła z powodzeniem wziąć tego dnia do pracy śpiwór. Nie przemawiała do niej zasada: "klient nasz pan", nie o tej porze, kiedy to powinna wracać do swojego obskurnego bloku, gdzie czekała na nią wiecznie głodna fretka oraz uporczywy, zielony neon pobliskiego baru. Mężczyzna był do tego stopnia zaprzątnięty własnymi myślami, iż nie zauważył jej obecności kiedy to stanęła obok z butelką wina, którą bezceremonialnie wyciągnął z kobiecych dłoni. Mogła się schować ze swoimi manierami i powagą wymalowaną na twarzy.
- Chciałam zostać call girl, ale jestem za brzydka. - stwierdziła mimochodem, ściągając ze stolika obok śnieżnobiały obrus. Nigdy nie umiała rozpoczynać rozmów, tym bardziej z nieznajomymi. Czasami minimalny przejaw nieśmiałości w zawodzie prawnika, z którym wiązała niegdyś nadzieje, mógł przesądzić o wyniku sprawy, natomiast jeśli szło o kontakty międzyludzkie... Potrafiła być przekonująca, wystarczyło trochę chęci. Najczęściej jednakże, wolała skupiać się na sobie, swoich pragnieniach i potrzebach, co nie ułatwiało zawierania przyjaźni. Odłożywszy obrus, zgarnęła z blatu kubek czarnej, gorzkiej kawy, siadając naprzeciwko niego. Kto wie na co liczyła. Może chciała odebrać mu apetyt i w ten sposób pozbyć się ostatniego klienta Jasmine? - Może mały napiwek na poczet operacji plastycznej?
~ Nina Kennedy