Przygaszone światła przyjemnie ocieplają surowy
klimat sali, na którą wchodzimy, trzymając się za ręce. Blask fleszy, gapie i
mój, najszczerszy na świecie, uśmiech. Nie dbam o to, że w lustrujących nas
spojrzeniach dostrzegam osąd. Wiem, że przez tych ludzi przemawia zazdrość.
Rozpiera mnie duma i już naprawdę nie pamiętam, czym jest zażenowanie.
Przyciągam moją osobę towarzyszącą do siebie i składam pocałunek na jej
czerwonych, pełnych wargach. Ściskam pokrzepiająco jej dłoń i muszę się
powstrzymać przed wystawieniem języka tym wszystkim, których oczy zwrócone są w
naszą stronę. Towarzystwo wygląda na zmieszane, ale nie moja miłość.
Odwzajemnia uścisk mej dłoni i posyła mi jeden z tych uśmiechów, których wspomnienie do dziś
poprawia mi nastrój.
Wypowiadam kilka słów i już po chwili pędzimy w stronę
wyjścia, ignorując fakt, że obie mamy na nogach kilkucentymetrowe szpilki.
Kocham ją. Jestem kobietą.
Ariel Rose
25, kelnerka w klubie nocnym.
pomieszanie z poplątaniem
Every rose has it's thorn.
________________________
witam:)
różowowłosa z weheartit,
cytat z "Przeminęło z wiatrem".
przełamując męsko-męskie, lubimy damsko-damskie;)
damsko-męskimi też nie gardzimy!

[Dzień dobry, dzień dobry!
OdpowiedzUsuńChoć fanką różu nie jestem, ten kolor bardzo mi się podoba *-*
To skoro damsko-damskie lubicie, to ja zapraszam do siebie, bo myślę, że z moją panią manager coś się uda wykombinować, hmm? :)]
Lyra
[Oczywiście, inaczej sobie tego nie wyobrażam - w końcu jaki byłby z niej manager, jakby nie znała pracowników? :) Tylko widzisz, ja to raczej ta od zaczynania niż od rzucania kreatywnymi pomysłami, więc jeśli coś Ci chodzi po głowie, to pisz śmiało a zacznę.]
OdpowiedzUsuńLyra
[Oba odpowiadają, co wolisz? :)]
OdpowiedzUsuń[Okok, ale zajmie mi to trochę czasu.]
OdpowiedzUsuń[Dobry wieczór! Zdjęcie mnie urzekło. <3 Jakiś wątek?]
OdpowiedzUsuńGrayson
[Przepraszam, byłam pewna, że dam radę dzisiaj zacząć, ale niestety muszę to przełożyć na jutrzejszy poranek, względnie południe. Wybacz :C]
OdpowiedzUsuń[Ciężka noc i jeszcze gorszy poranek, dlatego przepraszam, jeśli poniższe nie ma sensu, albo odbiega od Twojego wyobrażenia, czy coś (:]
OdpowiedzUsuńJeśli było coś, czego Lyra naprawdę nie lubiła w swojej pracy, to byli to z pewnością pijani i nachalni goście, których trzeba się było pozbyć, bo stawali się uciążliwi dla kelnerek i reszty pracowników. O wiele bardziej wolała odsyłać z kwitkiem dziennikarzy, którzy liczyli na jakąś gorącą ploteczkę z życia ważnych osób; załatwiać klientom bezpieczny powrót do ich apartamentów, albo nawet załatwiać im owe apartamenty, co oczywiście wiązało się z zyskiem dla Bellagio i ogólnie przepadała za każdym innym obowiązkiem, jaki miała na swojej głowie. Ale z pijanymi i dobierającymi się do dziewczyn facetami nienawidziła rozmawiać, bo żadne argumenty do nich nie trafiały, co czyniło z tego mozolną walkę i często musiało się skończyć ingerencją ochroniarzy. A wiadomo, gdy pojawia się ochroniarz atmosfera się zmienia i reszta gości czuje się mniej komfortowo, niż gdy stał pod ścianą.
Dlatego gdy dostała wiadomość z sali, głoszącą : mamy w The Bank...sytuację, popędziła na odsiecz, rzucając ochroniarzowi spojrzenie pod tytułem pojaw-się-w-razie-czego. Liczyła na to, że sama załatwi całą sprawę. Odnalezienie grupki mężczyzn i dwóch kelnerek nie było dla niej żadną trudnością, bo choć z założenia nie miały przyciągać uwagi, Lyra potrafiła rozpoznać pracownice wszędzie. Uważała to poniekąd za swoją powinność, bo jaki byłby z niej manager, gdyby nie rozróżniała ludzi, za których była odpowiedzialna? W miarę możliwości starała się zapamiętywać ich imiona i grafik, według którego pojawiali się na terenie kompleksu Bellagio. Traktowała swoją pracę bardzo poważnie.
Tego typu sytuacje były ciężkie do rozegrania w sposób dyplomatyczny. Wiedziała, że czasami lepiej zrzucić winę na kelnerki niż na gości i, choć niechętnie, tym razem też planowała tak postąpić. Zawsze łatwiej zatrzymać potem pracownice lokalu i porozmawiać z nimi szczerze, niż użerać się z klientami, którzy często unosili się honorem i potem sprawiali jeszcze więcej problemów.
- Dziewczyny! - odezwała się ostro, gdy znalazła się obok nich. - Sala dzisiaj pęka w szwach, a wy sobie pogaduszki urządzacie?! - wyćwiczonym głosem dawała im reprymendę, specjalnie nie spoglądając na mężczyzn, którzy na sam dźwięk jej głosu odsunęli się o kilka centymetrów. Starała się być przy tym jak najbardziej naturalna, żeby cała scenka miała sens. - Porozmawiamy później, bo teraz nie ma czasu. Barman czeka z zamówieniami, ruszać się – kiwnęła głową w stronę baru i dopiero gdy posłusznie odeszły, spojrzała przepraszająco na gości. - Panowie wybaczą ten jawny brak doświadczenia, osobiście zadbam o to, by przyszedł tutaj ktoś bardziej kompetentny.
Chwilę później udało jej się wymknąć i posłała do nich kelnera, oceniając, że do niego dostawiać się nie będą, bo raczej nie należeli do fanów własnej płci. Barmanowi poleciła by zatrzymał Ariel oraz tę drugą dziewczynę, gdy znowu podejdą do niego po zamówienia i kazał im przyjść do niej do gabinetu. Nie chciała pozostawiać tej sprawy bez wyjaśnień.
[Dokładnie, dwie inspiracje. Zapewne oglądasz Draculę skoro znasz to imię i nazwisko? ;) Poza spotkaniem w klubie, bądź po prostu gdzieś na terenie Bellagio nic innego nie przychodzi mi do głowy...]
OdpowiedzUsuńGrayson
[A mówi się, że kolejnego sezonu ma nie być. Btw. Piękny początek wątku ;)]
OdpowiedzUsuńSpędzał tutaj dopiero pierwszy tydzień, a już czas ten obfitował w wydarzenia, które mogłyby urozmaicić cały miesiąc. Został ukryty na zapleczy, bo wyśledziła go banda hien z aparatami. Był 'przypadkowo' w porannej złości wyzwany przez rzecznika Bellagio, co okazało się całkiem zabawnym wydarzeniem. Musiał unikać swojego radcy prawnego, którzy pojechał tutaj w poszukiwaniu go, bo potrzebował podpisu. I kilka innych wydarzeń, które były nie mniejszym powodem do pojawienia się uśmiechu na twarzy. Więcej atrakcji niż w wesołym miasteczku.
Ostatnio więcej czasu spędzał w restauracji, niż w klubie, ale tym razem wybrał The Bank za kres wieczornego spaceru, bo na dziś wystarczyło mu gry w kasynie.
Rozłączył się kończąc rozmowę z sekretarką, która zdawała mu relację z transferu danych pomiędzy systemami, przy okazji wspominając, że w firmie wszystko dobrze. Wcisnął telefon do kieszeni spodni i ruszył do baru. Nie ma nic lepszego od drinka na wejście.
Stał osłupiały nie bardzo wiedząc co właśnie zaszło. Oblizał usta i czując smak białego wina zamrugał kilkukrotnie próbując uprzytomnić sobie co takiego zrobił, by zostać tak potraktowanym. Winowajczyni rzucała się w oczy, a na pewno jej kolor włosów.
- Naprawdę nie chciałbym być nieuprzejmy, ale widać, że z wielkim szacunkiem witacie gości. - Warknął i wyciągnął chusteczkę z kieszeni by wytrzeć twarz. Garnitur nadał się już tylko do prania.
Grayson
[Miłoby było ujrzeć kontynuację, ale wszystko zależy od oglądalności. Btw. Ja się wcale nie nabijam.]
OdpowiedzUsuńBarman z "ambitną" miną zniknął szybciej, by zająć się swymi obowiązkami niż zaskoczona mina Graysona zniknęła z jego twarzy. Poz szoku pojawiła się złość, którą uzupełniała ciekawość i zainteresowanie zaistniała sytuacją. Bo, co do cholery, takiego miało miejsce?
- Słucham? - spojrzał na nią jak na kompletną idiotkę. W tej sytuacji nie było nic zabawnego, a tym bardziej nie dostrzegał powodu do żartów. - Jeśli to miejsce jest tak pani drogie, ba, czy może w ten sposób próbuje pani uskutecznić oznaczanie swojego terenu to zapewniam - nie jest to skuteczne. - Gdyby nie resztki cierpliwości na pewno skończyłoby się to inaczej. Bezczelna różowowłosa!
Dźwięk telefonu, który rozległ się z jego kieszeni przelał czarę goryczy. Jeszcze nie skończył wyjaśniać zaistniałej sytuacji. Odebrał.
- Andrea, kompletnie mnie to nie interesuje w tej chwili. Prześlij raporty na mejla. I nie, nie musisz dzwonić co godzinę. I tak, Walter doskonale wie co robi. I nie, nie interesuje mnie co moja była żona napisała.
Rozłączył się ponownie wciskając telefon do kieszeni. Śmierdział winem.
Grayson