Amelia King
26 lat
Rzecznik prasowy kompleksu Bellagio

26 lat
Rzecznik prasowy kompleksu Bellagio

Uwieczniając rodzinną tradycję ukończyła Harvardzki wydział prawa, jednak w ironicznym geście miast przejąć funkcję dyrektora kancelarii Kingów oddała się w pełni pracy na rzecz kompleksu Bellagio, łżąc dzień w dzień, w swych bogatych w prane sformułowania wygłoszeniach, jakoby to właściciel ów przybytku rozpusty działał całkowicie legalnie i zgodnie z prawem. Cóż od zawsze potrafiła kłamać i owijać w bawełnę, a to jakże słodkie i niemalże całkowicie niewinne oblicze ułatwia jej znacznie życie, a także pracę pozwalając większej części zaślepionego komercją społeczeństwa wcisnąć każdy kit jaki tylko zapragnie. Ponadto korzystne warunki pracy, przechyliły szalę moralności młodej pani prawnik na rzecz, niekoniecznie zgodnej z wpajanymi jej na studiach zasadami, działalności; bądźmy jednak szczerzy? Kogo nie skusiłyby elastyczne godziny pracy, długie wakacje i dość wysoka pensja, której tak na dobrą sprawę i tak nigdy nie potrzebowała, jak to na rozpieszczoną córeczkę bogatych rodziców przystało, a jednak uzależnienie od kogoś to rzecz przed którą panna King broni się rękami i nogami. Dlatego też opuściła swój ojczysty, deszczowy Londyn zabierając ze sobą jedynie ten cholerny brytyjski akcent, zrozumiałe tylko dla niej brytyjskie poczucie humoru, a także walizkę wypchaną po brzegi łączącymi wygodę z elegancją fatałaszkami i zawitała do miasta grzechu, w które wpasowała się idealnie._____________
Karta taka, a nie inna, gdyż nie jestem zwolenniczką przedstawiania od razu całej postaci, wolę odkrywać to z czasem w wątkach, na które jak i na powiązania jesteśmy chętne, z długością bywa różnie, chociaż za trzy zdania mogę pogryźć, jednakże epopei również nie piszę, więc do konsensusu jakiegoś dojdziemy na pewno :) Tym czasem koniec gadania! Witam ślicznie:)
[Witam w tą piękną noc. Lubię, jak nie wszystko w karcie podane jest na tacy. I chętnie jakiś wątek bym rozpisała. Jakieś propozycje?]
OdpowiedzUsuńGrayson
[Nie, no. To ty? Ale trafiłam. :) On się tak szybko nie przełamie, bo to głębsza trauma, ale zawsze można spróbować. Ale jeśli chodzi o zwykły romans, to wtedy bardzo przedmiotowo traktuje kobiety... Pokręcony i trudny facet]
OdpowiedzUsuńGrayson
[Proponuję spotkanie w restauracji, gdy będzie siedział samotnie przy stoliku i w spokoju zajadał się homarem, a przy tym popijał szampana. Mordkę ma znaną dla niektórych, więc Amelia może go rozpoznać, albo słyszała, że ktoś taki przybył do Bellagio i próbuje potwierdzić plotki. ;) Tak?]
OdpowiedzUsuńGrayson
[Dobra. Kocham twoje pomysły i wątki z Tobą (poważnie!). Nie będę Ci zabraniać - Zaczynaj! ;) A ja chętnie odpiszę.]
OdpowiedzUsuńGrayson
[Piękne zdjęcie <3 Witam i zapraszam do wątku z moim Mattem :)]
OdpowiedzUsuńMattieu
[Cześć, cześć. Zapraszam pod kartę Marlona.]
OdpowiedzUsuńMarlon Grisen
Wylądował w Las Vegas. Podejrzewał jednak, że nie to miał na myśli jego lekarz mówiąc o urlopie. Ale tutaj przynajmniej był daleko od głównej siedziby firmy, nie licząc telefonu w kieszeni, który wydzwaniał znajomą melodyjkę co kilkanaście minut informując o rozmowach przychodzących od sekretarki i kilku innych osób, z którymi musiał mieć kontakt, i laptopa przed którym zarywał nocki, o ile nie bawił się w kasynie.
OdpowiedzUsuńW tej chwili się tym nie przejmował, jak bardzo zły będzie jego lekarz. Będzie miał z nim spotkanie zaraz po powrocie, którego terminu wcale nie wyznaczył. Sam nie wiedział, ile pozostanie w tym miejscu.
Opuścił pokój później niż zwykle. Po wczorajszym zamieszaniu związanym z jego obecnością w tym miejscu miał serdecznie dość. Do tego wszystkiego kelnerka w restauracji próbowała być nad miarę miła, a tylko doprowadziła go do wściekłości. Jak nalewa się szampana to nie dotyka się klientów! Był wściekły na samo wspomnienie o tym.
Zmierzał do recepcji by przekazać swą prośbę, by wymienić kwiaty w pokoju na takie, które mniej intensywnie pachną. Poprawiał spinki przy mankietach koszuli i szedł przed siebie licząc, że dzisiejszy dzień będzie spokojniejszy - co w praktyce oznaczało - mniej wieści z firmy.
Nie dostrzegł tylko, że nie on jedyny dziś nie patrzy przed siebie. Poczuł, jak wyraźnie kiepsko zorganizowana kobieta wpada na niego, a przy tym rozsypuje wszystko co przy sobie posiadała. Zachwiał się nieznacznie i zatrzymał. Nazbyt bliski kontakt cielesny. Zacisnął usta w cienką linię i wziął głęboki oddech.
- Zawsze mężczyzna pozostaje winnym, a każdy z nas ma oczy i chyba widzi, gdzie zmierza - odpowiedział pewnie siebie, przyglądając się kobiecie i kucając by pomóc jej pozbierać rzeczy. - Tylko połowa mojej winy, ale może uda mi się zrehabilitować. O ile, nie zostanę pozbawiony życia przez warczącą z wściekłości kobietę.
Grayson
[Powiązanie mówisz? Kiedy żył Scott Grisen, czyli ojciec, Marlon miał opinię chodzącego ideału. Był obrotnym, charyzmatycznym i błyskotliwym młodym mężczyzną, gotowym pomóc ojcu w każdej chwili (kierował się przede wszystkim chęcią otrzymania w przyszłości jego firmy, ale nikt go nawet o to nie podejrzewał). Ponad to miał wspaniały kontakt ze swoją młodszą siostrą, Lucianną. Łącząc to, możemy uznać, że Marlon i Lucianna pewnego razu towarzyszyli ojcu w podróży do Londynu. Było to spotkanie biznesowe. Generalnie chodziło o to, że dzieci miały nauczyć się trochę biznesu, poznać branżę i tak dalej. Jak to w życiu bywa - wyszło na to, że cały tydzień zwiedzali miasto, lenili się i korzystali z luksusów, które oferował pięciogwiazdkowy hotel. I tu się zaczyna powiązanie. Co Ty na to, aby Marlon poznał Amelię gdzieś (póki co nieistotne gdzie), nie mówiąc jej o tym, że jego ojciec jest w cholerę bogaty? Ona tak samo - nie powiedziała mu, że ma bogatych rodziców i wszystko, czego zapragnie. Oboje wzięli się za zwykłych, przeciętnych ludzi. Polubili się, może nawet jedno do drugiego coś poczuło, jakieś chwilowe zafascynowanie na przykład. A potem okazało się, że... ich ojcowie robią razem interesy. Że na jednym z kilku obiadów, balów biznesowych, zachęcani przez rodzicieli słowami "poznasz piękną córkę/przystojnego syna mojego nowego przyjaciela, może się zakochasz", spotkali się. Byli na siebie cholernie wściekli. Zaczęli rzucać się jedzeniem. Marlon wpadł w furię. Amelia porwała sukienkę. Rozwalili całe przyjęcie. Potem oboje zostali uziemieni i myśleli, że nigdy się nie zobaczą. A potem Amelia przyjechała do Vegas. Ich drogi znowu się zeszły.]
OdpowiedzUsuńMarlon Grisen
Nie w taki sposób widział początek dnia, ale nie mógł przecież przewidzieć wszystkiego. Czy był w stanie przewidzieć, w ogóle, cokolwiek? Nic poza fuzjami w firmie, chociaż i to nie było pewne.
OdpowiedzUsuń- Więc powinienem pozostawić Panią z całym tym bałaganem i po prostu odejść? - Wstrzymał dłoń przed podaniem kobiecie kolejnej rzeczy. Nie miał zamiaru się narzucać. Pomagał jej z własnej, nieprzymuszonej woli - o dziwo! - Możliwe, że ma Pani rację. - Zlustrował jej postać, gdy stanęli naprzeciw siebie. Gdyby wiedziała, jak jej gesty i reakcje zdradzały coś całkiem innego niż całkowitą wściekłość. Słysząc, że zmieniła ton Alexander uśmiechnął się nieznacznie.
- Ten dzień dopiero się zaczyna. Nie można go przekreślać tak na wstępie, jak sądzę, że uczyniła to Pani z moją osobą. - Był skłonny stwierdzić, że stała przed nim całkiem urocza kobieta. Mało który mężczyzna obojętny jest na wdzięki dam, szczególnie w takim miejscu. - Czy jest jeszcze nadzieja dla tego dnia i dla mnie?
Grayson
[Możesz, jak tylko chcesz... z resztą rób co uważasz ;)]
OdpowiedzUsuńZajął miejsce przy stoliku w restauracji. Plan dzisiejszego dnia nakreślił się samoisnite, wraz z przejrzeniem wpisanych zadań i spoktań do aplikacji, która w tej chwili wydawać by się mogła zbędna - ze względu, właśnie, na urlop.
Rozłączył się i dopił białe wino znajdujące się w eleganckim kieliszku. Spotkanie w sprawie załatwienia nieco spokojniejszego pobytu zostało potwierdzone. O 16:30 w The Bank. Najpierw miał nadzieję, że uda sie to załatwić bez oficjalnych spotkań, później stwierdził, że nie ma nic przeciwko rozmowie z właścicielem Bellagio. Niestety, jak zwykle okazało się, że to nie z nim będzie miał okazję się zobaczyć.
W porze popołudniowej restauracja zapełniała się gości wracającymi z przejażdżki po Las Vegas, albo zwiedzaniu całego miejscowego kompleksu. Grayson opuścił ją pozostawiając na stoliku spory napiwek. Planował być puntualny - bo czas to pieniądz. Zero emocji, twarz jego wydawała się być maską - jak zawsze na spotkaniach. Przynajmniej tych planowanych.
Poprawił garnitur i ruszył ku umówionemu miejscu. Stolik na uboczu. Czekała na niego ta sama kobieta, która tak bardzo nie chciała się spotkać z "nadętym, nadzianym facetem". Uśmiechnął się pod nosem przypominając sobie poranne "bliskie spotkanie" i słowa jakie wypowiedziała. Okazuje się, że to On miał być uciążliwym klientem, któremu wydaje się, że może wszystko.
- Dzień dobry, Alexander Grayson, czyli ten nadęty i nadziany facet, który sądzi, że może wszystko - skinął jej głową, skrywając rozbawienie i zajął miejsce naprzeciw niej. - Nie planuję zająć Pani wiele czasu.
Grayson
- Jeśli każdą rozmowę zaczyna Pani od przeprosin to nie wiem, czy rozmówcy są zadowoleni. - Zatrzymał na niej swoje spojrzenie. - Proszę mówić cokolwiek, byle bez zbędnych kłamstw. W złości jesteśmy szczerzy. - Na jego twarzy pojawił się uśmiech, po czym skinął na kogoś z obsługi.
OdpowiedzUsuń- Napijesz się czegoś? - Zapytał, gdy kelnerka czekała już na zamówienie. Zlustrowała parę siedzącą przy stoliku wyraźnie czymś zaintrygowana. Grayson zignorował ją i znów powrócił wzrokiem do Pani siedzącej naprzeciw.
- Co o mnie jeszcze sądzisz? - Spytał, i dopiero po chwili zorientował się, że zwrócił się do niej na 'ty' - Przepraszam, za tą bezpośredniość. Nie powinienem mówić na 'ty'. Nie wszystko mi wolno.
Grayson
- Rozumiem, jednakże nie wiedząc z kim masz spotkanie byłaś w tamtej chwili najzwyczajniej szczera - zaczął, po czym zwrócił się do kelnerki zamawiając martini, a dla siebie drinka Blue Lagoon. Nie chciał by dłużej przyglądała się bezsensownie, a przy tym wysłuchiwała rozmów. Niektórzy nie mieli wyczucia, za grosz. - Okaże się, czy słusznie.
OdpowiedzUsuńZdjął marynarkę i zawiesił ją na oparciu siedziska.
- Szef zapewne wiedział co robi przysyłając Cię na takie spotkanie, więc nie sądzę by taka wpadka miała to zmienić. I chciałabym usłyszeć, cóż takiego po pozorach jeszcze możesz stwierdzić, droga Amelio.
Już dawno powinien przejść do konkretów, a jednak rozmowa pozostawała na innym torze. Zresztą, nie przyjechał tutaj by robić szopkę ze swojej obecności, zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później dowiedzą się o tym różni ludzie i żadna tajność na nic się nie zda, bo coś takiego w obecnych czasach nie istnieje. Miał nadzieję, że po prostu choć na chwilę oderwie się od pracy i dostrzeże jakieś elementy życia, które są lepsze niż pracoholizm.
Grayson
- Pozostawmy, więc poranne spotkanie za sobą. - Bardziej stwierdził niż zaproponował i skinięciem głowy podziękował kelnerce za napoje. Ujął w dłoń szklaneczkę z drinkiem i palcem wskazującym zaczął wystukiwać sobie znany rytm. Było to w dziwny sposób kojące, przy okazji pomagające się skupić.
OdpowiedzUsuń- Nie sądzę, bym mógł coś złego powiedzieć na temat twojej osoby patrząc na pozory. - Upił łyk drinka. - Od czasu do czasu interesuje mnie to co ludzie o mnie myślą, niekoniecznie często się nad tym trapię, ale kto nie lubi wiedzieć, jaka to opinia krąży dookoła.
Opinii jak ludzi mogło być tysiące, a Alexander przejmował się zaledwie jedną na tysiąc, jak nie więcej przypadków.
- Proszę zwracać się do mnie na Ty, tak będzie wygodniej.
Grayson
Upił kolejny łyk i przejechał palcem po krawędzi szklanki. Tik, który towarzyszył mu od zawsze.
OdpowiedzUsuń- Masz rację, niekoniecznie opinia innych jest dla mnie znacząca - zmierzwił dłonią włosy, sprawiając, że jeszcze bardziej widoczny był nieład, choć całkiem przyjemny dla oka w całości komponujący się z resztą stroju. - Nietrudno wyrobić sobie opinię o kimś, nawet w tak krótkim czasie. Podobno, najłatwiej sądzić po pozorach - pochwycił spojrzenie Amelii i zatrzymał wzrok wprost na niej. - Bystra uwaga. Nie znamy się. A spotkałem takich, którzy po przeczytaniu jednego artykułu uznawali się za moich dobrych znajomych.
Zaśmiał się szczerze.
Grayson