Elaine Grim
pani do towarzystwa* na pełen etat
po pracy matka pięcioletniego Anthonego
Powiedz mi, kim chciałeś zostać jak
dorośniesz? Ja miałam być kosmonautką. Potem zapragnęłabym być
aktorką, pielęgniarką, lekarzem a nawet i piosenkarką. Kiedy
dostałam pierwszy rower miałam być kierowcą wyścigówki. Wspólne
przejażdżki z kolegami były niczym wyścigi formuły jeden. Kilka
dni po moich dziesiątych urodzinach tata wyniósł się z domu,
wtedy zapragnęłam być detektywem. Moja mama miała co do mnie inne
plany. Postanowiła nauczyć mnie zachowywać się jak kobieta.
Musiałam chodzić po domu z książką na głowie aby trzymać
idealną postawę. Podczas grania w piłkę z chłopakami trzeba było
uważać aby nie pozdzierać kolan. Nigdy nie mogłam zjeść tego na
co mam ochotę bo nie mogłam być gruba, mogłam zjeść trzy kostki
czekolady raz na tydzień. Jako nastolatka sztukę bycia kobietą
opanowałam do perfekcji. Wyprostowana postawa, czarujące
spojrzenie, uwodzicielskie spojrzenie. To dzięki tym trzem rzeczą
zawróciłam wielu chłopakom w głowie. Miałam najlepszą
nauczycielkę, która po odejściu ojca miesiąc później zaczęła
sprowadzać facetów do domu, z którymi kochała się tak głośno,
że zapewne słyszeli ją sąsiedzi dwa piętra niżej.
Chyba w mojej głowie został
zakorzeniony jakiś chory schemat. Mam dwadzieścia sześć lat i
jestem samotną matką. Mam pięcioletniego syna, który ma wrodzoną
wadę serca. Zostaliśmy sami, ponieważ jego ojciec nas zostawił.
Ale nie róbmy z niego takiego skurwysyna. Nie wiedział on o jego
istnieniu, miała mu powiedzieć w dniu kiedy oznajmił, że
odchodzi. Zostałam sama. Zupełnie tak samo jak moja matka. Tylko ja
postanowiłam sobie jedno – nigdy nie sprawię aby moje dziecko
musiało przechodzić przez to co ja musiałam. Nie miałam zamiaru
zapewniać mu w domu wysłuchiwania nocnych maratonów seksu czy
pijanej matki, która nie potrafi zamknąć za sobą drzwi nie dając
znać całemu budynkowi, że właśnie wróciła do domu.
Czy to co robię teraz jest dobre?
Pracuje tak jak każdy inny człowiek. Płacę podatki, rachunki i
czynsz. Może nie pracuję w sklepie czy nie siedzę za biurkiem
osiem godzin dziennie. Moim zadaniem jest umilanie czasu gościom,
którzy przychodzą do kasyna. Mam ładnie wyglądać, uśmiechać
się, śmiać z żartów, które opowiadają mężczyźni wydający w
kilka minut wartość waszej półrocznej pensji. Sprawię, że nie
będziesz mógł przestać o mnie myśleć. Będziesz chciał wydać
na mnie wszystkie swoje oszczędności. Nie będziesz mógł oderwać
ode mnie wzroku. Jedyne co Ci pozostanie to marzyć bo wiesz, że nie
możesz mnie dotknąć. Zakręcą Tobą tak, że obudzisz się z
niczym. Mówią, że bywam oziębła. Wybacz, ale nigdy nie uronię
przy Tobie ani jednej łzy, nie pokażę Ci ani jednej mojej słabości
nie poproszę abyś został. Posłuchaj mnie uważnie. Masz jeszcze
chwilę, zdążysz uciec.
_________________________________________________________
Podziwiam śmiałków, którzy przeczytali te wypociny. Nie lubię pisać kart. Muszę się w końcu ogarnąć i napisać coś sensownego ale dajcie mi czas. O wątki nie musicie pytać bo chyba po to tu jestem. Mam kilka pomysłów na powiązania, dlatego jeśli ktoś miałby na coś ochotę to proszę się odzywać. Gryziemy, połykamy w całości a czasem nawet przytulamy. W tytule ukochany Żulczyk.
* pani do towarzystwa to nie prostytutka, amen.

[To ja się oficjalnie przywitam :) i od razu o powiązanie jakieś spytam, bo od zera wątków nie lubię, szczególnie damsko-damskich, więc jak? Jest ochota?:)]
OdpowiedzUsuńPrimrose
[Cześć, cześć, cześć! :D]
OdpowiedzUsuńMattieu
[Czytając, że masz kilka pomysłów na powiązania tak sobie pomyślałam, że zrzucę to na Ciebie i w zamian zacznę jakiś ładny wątuś :> ale coby tak trochę ułatwić to może jakieś przyjazne relacje?:)]
OdpowiedzUsuńPrim
[Skoro zapraszasz to przybyłam. Uwielbiam Olivię, chociaż ma imię, którego nie znoszę, bo i ja jestem jego posiadaczką, ale mniejsza z tym. Nasze panie obie w tym samym zawodzie, więc trzeba wymyślić jakieś powiązanie, prawda? Przyjaciółkami nie będą, ale wpadło mi do głowy, że pewnego dnia siostra Elaine nie mogła zająć się Anthony'm, więc dziewczyna poprosiła o pomoc koleżankę po fachu, nie wiedząc nawet, że ta jest opiekunką do dzieci. Potem w ramach podziękowań mogły się umówić na kawę.]
OdpowiedzUsuńBetty
[Bonsoir. Kocham Olivię i zapraszam pod kartę Anity]
OdpowiedzUsuńAnita Tallulah
Mattieu nienawidził, gdy ktokolwiek skarżył się na wydajność jego pracowników. Irytowało go to, bo miał już wystarczająco zmartwień by mieć jeszcze czas na wysłuchiwanie narzekań swoich klientów. Jeśli z reguły był spokojnym człowiekiem, to wtedy wzbierały mu emocje i zdarzało mu się nawet okrzyczeć swojego podopiecznego, choć przecież na codzień tego nie robił.
OdpowiedzUsuńTym razem odwiedził go tęgi, obrzydliwy w pewnym sensie biznesmen. Nie liczyła się jednak jego mentalność czy wygląd; liczyły się pieniądze, a ten miał ich wyjątkowo dużo na koncie i regularnie odwiedzał kasyno Webera. Nie mógł pozwolić sobie na stratę takiego klienta więc gdy usłyszał skargę na jedną z pracownic, że niby on lekko uszczypnął mu w tyłek a ta uderzyła go w twarz i sobie poszła. Słuchał jego historii z zaciekawieniem, przeprosił tysiąc razy i zaoferował klientowi darmową kolację w restauracji Jasmine wraz z osobą towarzyszącą w ramach rekompensaty. Nie czekał długo; poprosił sekretarkę by przyprowadziła do niego w tej chwili Elaine. Mogli się przyjaźnić ale jeśli chodziło o kwestię zawodową nie miała żadnych ulg.
- Wytłumaczy mi się pani ze swojego zachowania? - zapytał, już trochę nienaturalnie podniesionym głosem.
Mattieu
[to teraz jeszcze tylko okoliczności wątku... coś po pracy, czy bardziej zawodowo?:)]
OdpowiedzUsuńPrim
[Z zaproszenia skorzystałem, przybyłem teraz tylko pytam o jakieś pomysły, bo ja w zasadzie nie mam żadnych konkretnych ;)]
OdpowiedzUsuńShane
[ja nie uznaje granic i jestem otwarty na wszystko więc jeśli masz jakieś pomysły to wal śmiało ;)]
OdpowiedzUsuń[Myślę, że to byłby najlepszy pomysł. A, że się jeszcze upewnię, pani do towarzystwa czytaj: prostytutka czy dosłownie pani do towarzystwa?]
OdpowiedzUsuńJ. Cassegrain
- Usiądź - poprosił wskazując fotel przed jego biurkiem i podniósł na nią świdrujące spojrzenie błękitnych oczu.
OdpowiedzUsuń- Ale do cholery, przecież wiesz, że w takich sytuacjach woła się ochroniarza a nie wymierza sprawiedliwości na własną rękę - zapomniał o zwracaniu się do niej per pani. Zawsze zaopminał o takich rzeczach, gdy się denerwował. Wydawały mu się nieistotne - Nie jestem zły na ciebie za to, że nie dałaś się przemacać. Szanuję to, ale wiesz, że to bardzo ważny klient którego nie mogę stracić. Następnym razem zawołaj ochroniarza, on mnie o tym poinformuje i wezmę klienta na osobność i przestudiuję z nim regulamin kasyna. Ok? - spojrzał na nią tym swoim łagodnym, ciepłym spojrzeniem. Rozumiał jej postępowanie, sam na jej miejscu zachowałby się podobnie ale jednak... To nie mogło tak wyglądać.
Mattieu
Ciche westchnięcie, jedno spojrzenie na barmana i w stojącej przed nim szklance znów znalazła się whiskey. Nienawidził czekać. Gardził ludźmi, którzy się spóźniali; gardził ludźmi w ogóle, ale tymi szczególnie. Być może była to kwestia pozostałości dobrych nawyków, których uczyli go w dzieciństwie - Cassegrain zawsze był punktualny - a być może podświadomie uznawał spóźnienie za ostentacyjną próbę pokazania, że ma się ciekawsze rzeczy do roboty niż spotkanie z ważnym kontrahentem. Tylko, cholera, co ważniejszego mogło być od spotkania z ważnym kontrahentem?
OdpowiedzUsuńOdpowiedź była prosta, jasna jak słońce: wszystko, co wiązało się z piękną kobietą, którą mężczyzna miał na wyłączność i James wiedziałby to, gdyby tylko takową posiadał. Był jednak w tak marnym położeniu jeśli chodziło o relacje inne niż zawodowe, że aż sam siebie żałował. Nie robił tego co prawda nagminnie - ba!, niezwykle cenił sobie samotność - ale w chwilach takich jak ta, gdy czekał na kogoś, kto na mur beton pojawi się z młodą, piękną, długonogą żoną (łasą jedynie na kasę, ale jednak wciąż żoną), zawsze coś ściskało go w dołku. I żeby zachować pozory pewnego siebie, bezwzględnego biznesmena, który nie ma absolutnie żadnych słabości, zawsze korzystał z usług panien do towarzystwa. Ach, cóż to była za genialna idea.
Dopił whiskey i podsunął barmanowi pustą szklankę, kiwnięciem głowy dziękując za kolejną kolejkę, jednocześnie z wewnętrznej kieszeni świetnie dopasowanej granatowej marynarki wyciągając srebrną papierośnicę i zapalniczkę. Miał cichą nadzieję, że Weber wziął pod uwagę jego prośbę dotyczącą potencjalnej towarzyszki; miała być przede wszystkim inteligentna. Pospolitą urodę stojącej za nim kobiety mógł przeboleć, ale kolejnej słownej gafy nie.
J. Cassegrain
- Napisz imię i nazwisko tego ochroniarza, to ja z nim na ten temat porozmawiam, albo zatrudnię nowego - odparł, podając jej długopis i kartkę. Jego pracowników dzieliło się na dwie kategorie: tych, którzy go uwielbiali i tych, którzy go nienawidzili. Nie było nic pośrodku. Starał się być dla wszystkich miły, ale czasami było to niemożliwe, gdy oni nie byli mili dla niego. Miał taki charakter, że pamiętał wszystko co było z daną osobą związane; jak ją zatrudnił, czy i jak kiedyś mu się naraziła i jak pracowała. Wiadomo, że sam wszystkiego upilnować nie mógł, dlatego albo prosił ochroniarzy by zdawali mu relację albo wysyłał "zwiadowców" i to wystarczyło by mógł wystawić swoją opinię o pracowniku.
OdpowiedzUsuńOwszem, byłą piękna i jej spojrzenie było hipnotyzujące, ale na niego to wszystko nie działało. Codziennie przewijało się przez jego kasyno wiele kobiet piękniejszych od niej a na ich urok też był odporny, choć pewnie niejedna chciała go złapać w swoje sidła; w końcu był bogaty, przystojny, formę też miał niezłą... No, jedyną przeszkodą dla nich była córeczka, która zawsze pokazywała, że to ona jest najważniejsza dla Mattieu i żaden inny blond szatan nie będzie jej zabierał tatusia (miał słabość do blondynek i stąd ten blond szatan).
- Wiem, ale to nie do ciebie należy wymierzanie sprawiedliwości. Przecież wiesz, że gdybyś trafiła na innego, mniej spokojnego gościa on by ci oddał i to trzy razy mocniej. Już nie chodzi nawet o kasę, ale o twoje bezpieczeństwo. Gdyby coś ci się stało, miałbym problemy - stwierdził spokojnie patrząc jej w oczy.
Mattieu
- Wiem, ale sama rozumiesz... - pozbierał z biurka kredki swojej córki i schował je do szafki. Ogólnie wszędzie walały sie jej zabawki, książeczki i wszystko inne co sobie w danym czasie upodobała.
OdpowiedzUsuńAkurat gdy zasuwał szafkę do pokoju wpadła Mel bez pytania wdrapując mu się na kolana.
- Cześć - odparła ze zniewalającym uśmiechem do Elaine.
- Mel, ile razy mówiłem ci, że do osób które przychodzą do mojego biura masz mówić "dzień dobry" nie "cześć" ? - spojrzał na nią unosząc jedną brew. Wiadomo, w przypadku El to tak bardzo nie raziło ale nieraz bywało tak, że prowadził ważne rozmowy z biznesmenami tymczasem ona wpadała do biura, wołała na cały głos "cześć!" i siadała mu na kolanach. Zresztą, powoli czuł, że wmawianie jej tego jest w gruncie rzeczy bezcelowe bo ilekroć by jej tego nie powtórzył, ona i tak robiła swoje.
- Masz swoje kredki i zmykaj do pokoju. Zaraz do ciebie przyjdę - odparł po czym dał jej kredki i usiadł wygodnie na fotelu.
- Wyglądasz, jakbyś nie spała co najmniej trzy doby pod rząd. Coś się dzieje? - zapytał. Był dość spostrzegawczy i nie zmyliła go nawet gruba warstwa makijażu.
Mattieu
Współczuł jej. Widział, jak bardzo kocha swojego synka i był pewien że zrobiła by dla niego wszystko. Sam nie wiedział co by zrobił gdyby nagle okazało się, że Melissa jest chora na nieuleczalną chorobę. Już raz to przeżył i drugi raz chyba nie poraziłby sobie z tym ciężarem już nawet o stracie dziecka nie mówiąc.
OdpowiedzUsuń- Może weź sobie tydzień wolnego, zabierz gdzieś syna, odpocznijcie. Nie możesz się tak zapracowywać - stwierdził spokojnie układając papiery rozrzucone po biurku. Gdy były już w szafce spojrzał na nią łagodnie.
Mattieu
Wiedział, że Elaine nie ma lekko. Nie dość, że wychowywała syna sama to jeszcze ten tak ciężko chorował. On też wychowywał Melissę sam, ale wyglądało to zupełnie inaczej; miał pieniądze, w razie czego mógł zawołać opiekunkę, ale ogólnie raczej był na miejscu. I mimo tego, że mała cały czas odczuwała brak mamy bo nieraz w środku nocy wdrapywała mu się do łóżka i mówiła, że tęskni za mamą to robił wszystko, by o tym nie myślała. Najbardziej raniło go, gdy za nią płakała, bo czuł się wtedy bezsilny wobec tego co się dzieje. Nie mógł nic na to poradzić.
OdpowiedzUsuń- Wiem, wiem ale ich duet nie przynosi niczego dobrego. Ostatnio ganiali się po hotelu, któreś z nich zahaczyło o kelnera i całe jedzenie wylądowało na ziemi a poza tym mała ma niezłego guza na głowie ale nie chce się przyznać skąd, więc sama rozumiesz. - odparł z rozbawieniem. - Zanim Anthony zaczął kumplować się z Mel był taki spokojny. Powoli zaczyna rozrabiać jak ona - uśmiechnął się przyjaźnie w jej stronę.
Mattieu
- Wiem i w sumie zastanawiam się nad puszczeniem jej do przedszkola. Powinna mieć trochę więcej kontaktu z rówieśnikami, nie chcę żeby przeżyła szok gdy pójdzie do szkoły. Mała jest bardzo wrażliwa na hałas i pewnie przestraszy się tłumu wrzeszczących dzieciaków. - stwierdził spoglądając na jej zdjęcie na biurku. Miała na nim może dwa lata i była na rękach mamy widocznie wpatrzonej w nią jak w obrazek. Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że może nie powinien mieć tu tego zdjęcia; zawsze wzbudzało w nim tęsknotę za tym co było. Nie potrafił jednak tak po prostu schować go do szafki.
OdpowiedzUsuń- Wydajesz się nieobecna. Już cię tu nie przytrzymuję. Jak następnym razem jakiś oblesny biznesmen będzie pchał ci ręce nie tam gdzie trzeba to wiesz co robić - uśmiechnął się do niej.
Mattieu
[Żulczyk, Żulczyk. Żulczyk wspaniały jest :>]
OdpowiedzUsuńKenzie
Ten dzień od początku był skazany na porażkę. Dostał informacje od dona mafii dotyczącą kiepskich rotowań kasyna z ostatnich dni. W sumie nie chodziło o same maszyny, bo te funkcjonowały jak zawsze tylko o gry takie jak black jack czy inne, które miały krupierów no i panie towarzyszące biznesmenom. Wszyscy krupierzy byli przez jeden dzień bacznie obserwowani przez samego Mattieu który siedział gdzieś tam z tyłu i nie ujawniał się. Nic nie wskazywało na to, by któryś z nich podkradał pieniądze, a więc oskarżenie padło na panie do towarzystwa; albo za mało się starają, albo same kradną pieniądze.
OdpowiedzUsuń- Przyszedł szef mafii i każe mi przyprowadzić najbardziej lubianą przez klientów pracownicę - stwierdził - resztę ci wytłumaczy on sam - stwierdził. Widocznie był poddenerwowany całą tą sytuacją. Nie bał się mafiozów, bo przecież prędzej oni mogli sie bać niego bo to dzięki niemu otrzymywali naprawdę duże kwoty ale denerwował się faktem, że te pieniądze faktycznie znikały.
Mattieu
Wszedł do swojego biura i usiadł za biurkiem czekając na rozwój zdarzeń. Nie wiedział, co planowali.
OdpowiedzUsuń- Mamy do ciebie sprawę. Pieniądze znikają z kasy. Masz coś z tym wspólnego lub wiesz kto mógłby mieć? - zapytał szef mafii, który ogólnie sprawiał nieco przerażające wrażenie władczego i aż nazbyt pewnego siebie mężczyzny. Był śmietelnie poważny i patrzył dziewczynie prosto w oczy tak jakby próbował doszukać sie w nich prawdy.
- Przeszukać ją - kiwnął w stronę swoich ochroniarzy a ci od razu zaczęli ją obmacywać. Widać było że niespecjalnie podoba się to Mattieu ale cóż miał poradzić?
Mattieu
Niespiesznie dopalił papierosa, a gdy niedopałek zgasnął w podstawionej przez barmana popielniczce, wstał i, poprawiając marynarkę, rozejrzał się po stojących najbliżej ludziach. Dostrzegł ją od razy; w tej czerwonej sukience wyglądała tak zjawiskowo, że mógłby przysiąc, iż nawet ślepiec by ją zauważył. Jego uwagę oczywiście najpierw przykuły piękne kształty zbliżającej się do niego kobiety. Okrągłe biodra, smukłe nogi, niezbyt duże, ale wspaniale wyeksponowane piersi. Dopiero po chwili przeniósł wzrok na jej twarz.
OdpowiedzUsuńNie mógł się nie uśmiechnąć. Tych ust i mocno zarysowanych kości policzkowych nie dało się pomylić z żadnymi innymi.
Gdy stanęła tuż przed nim, ujął jej delikatną dłoń i uniósł do ust.
- Jak zawsze olśniewająca - powiedział, na powrót się prostując. Tembr jego głosu pod niską, wibrująca nutą krył rozbawienie. Spodziewałby się na tym miejscu każdej kobiety, którą kiedykolwiek w życiu posiadł. Każdej, poza tą, która tego wieczoru miała zachwycać go czerwienią swoich warg.
[Stylistycznie kuleje - dopiero teraz to widzę.]
Usuń[Pomysłów szczególnych nie mam, ale wiem na pewno, że Clark nie akceptuje tej wersji rzeczywistości, w której pani do towarzystwa to nie dziwka :D]
OdpowiedzUsuń~ Clark
[No bo Abstrachuje najlepsi. Może jakiś wątek?]
OdpowiedzUsuńMarlene
[Niestety, Elaine nie rośnie broda i Elaine nie ma penisa, więc z cielesnym zafascynowaniem może być ciężko. Możemy zrobić tak, że Elaine będzie na kogoś czekała, siedząc przy pustym stole do kości/ruletki/pokera/czegokolwiek i ów stół Clark będzie chciał przygotować, a powstrzymanie się od złośliwej uwagi mu nie wyjdzie.]
OdpowiedzUsuń~ Clark
[To zaczniesz? W sumie tylko luźny wstęp. I zaznaczam, że wolę coś bardziej rozbudowanego niż parę zdań.]
OdpowiedzUsuń~ Clark
[Kiedy to nie ja. To głęboko zakorzeniona perfekcjonistka, która dochodzi do głosu zawsze o kilka minut za późno.]
OdpowiedzUsuńKącik jego ust uniósł się w karykaturze rozbawionego uśmiechu – karykaturze, bo Cassegreina chyba już nie było stać na nic innego; mimika jego twarzy przywykła do oschłych lub cynicznych min i bardzo wątpliwym było, by tak nagle przypomniała sobie o czymś nawet tak banalnie prostym i przyziemnym jak zwykły uśmiech.
- Czyżbyś próbowała być dla mnie niemiła, Elaine? – uniósł brew w pytającym geście. – Szczerze powiedziawszy spodziewałem się zgoła innej reakcji z twojej strony po tym wszystkim, co między nami zaszło.
Z samego jej spojrzenia emanowała taka niechęć do jego osoby, że przez pierwsze kilka sekund był pewien, że zarobi w pysk. Należało mu się, wiedział o tym doskonale, i chyba nawet podświadomie pragnął poczuć jej dłoń na swoim policzku; wciąż czekał na odpowiednią karę za swoją lekkomyślność. Kto o zdrowych zmysłach zostawiał kobietę tak wspaniałą jak Elaine dla jakichś pożal się Boże marzeń o sławie i bogactwie? Żałował i choć próbował to przed sobą ukryć, wcale mu to nie wychodziło.
J. Cassegrain
- Wy to zawsze takie niewinne, że jak to wy coś kraść w ogóle a potem w pokoju znajdujemy oszczędności z których utrzymało by się pięć takich striptizerek - stwierdził z przekąsem don i wstał z krzesła.
OdpowiedzUsuń- Ale to chyba nie ty. Każda normalna już zafundowała by sobie powiększenie piersi gdyby miała tyle gotówki. - stwierdził złośliwie z rozbawieniem w głosie.
- Wydaje mi się, że problem jest jeszcze nierozwiązany Mattieu, ale chyba wiem kto to. Przyjrzyj się jutro temu łysemu krupierowi Tony'emu. Dziwnie się zachowuje. - stwierdził po czym uścisnął dłoń Mata - Do zobaczenia - rzucił z uśmiechem wychodząc.
Na chwilę zapanowała pomiędzy nimi cisza.
- Przepraszam. Nie powinienem był cię tu ściągać - stwierdził wpatrując się w dokumenty leżące na biurku.
Mattieu
Musiał przyznać jej rację. Od zawsze była jego słabością - już sam dźwięk jej imienia sprawiał, że serce zaczynało mu szybciej bić (może to właśnie dlatego większość jego kochanek nazywała się Elaine? ) – i na myśl o spędzeniu całego wieczoru w jej towarzystwie stracił ochotę na biznesowe spotkanie, z których przecież zawsze – co mogło wydawać się absurdalne – czerpał swojego rodzaju przyjemność.
OdpowiedzUsuńWestchnieniem dezaprobaty przywitał sylwetkę swojego kontrahenta zbliżającą się do nich nieubłaganie.
- Zachowuj się grzecznie, to może jakoś to przetrwamy – mruknął jej do ucha, jednocześnie silnym ramieniem obejmując jej wąską talię. – Wiem dobrze, że jak chcesz, to potrafisz być miła, więc nie próbuj kombinować, skarbie.
Elaine mogła teraz poczuć zapach świetnie dobranych perfum. Mogło się wydawać, że zostały stworzone z myślą o Jamesie; idealnie zgrywały się z jego naturalnym zapachem, tworząc mieszankę, której nie dało się oprzeć.
- Mózg dawno zamienili na maszynę do przeliczania pieniędzy - stwierdził z przekąsem, szukając po szafkach klucza od gabinetu. Sekretarka poszła dziś trochę wcześniej, dlatego tym razem robił to on. W ogóle, gdyby nie ona chyba całkowicie zatonąłby w papierach i obowiązkach; wiedział przynajmniej kiedy ma umówione spotkanie.
OdpowiedzUsuńStanął przed nią i uśmiechnął się lekko.
- Nie przejmuj się, wcale nie masz małych piersi - odparł z rozbawieniem - to idioci, którzy jeśli mają chętkę to muszą za to płacić bo żadna za darmo by z nimi nic nie zrobiła. - stwierdził zakładając na ramiona marynarkę.
- Może pójdziesz coś ze mną zjeść w ramach rekompensaty? Muszę tylko pójść po małą. - odparł.
Mattieu
James z wystudiowanym uśmiechem przywitał się z dobiegającym czterdziestki producentem najlepszych włoskich zabawek, Andreasem Massei, których reklamą miała zająć się firma Cassegrain’a, a potem przedstawił Elaine. Przez cały ten czas obejmował ją w pasie i tylko on jeden wiedział, jak ogromną przyjemność sprawiała mu jej bliskość. Tęsknił za nią. Za słodką wonią perfum otulającą ją niczym satynowy woal, za aksamitną skórą, za miękkimi włosami, za wgłębieniem między obojczykami, w którym kiedyś tak uwielbiał składać pocałunki.
OdpowiedzUsuńPrzystał na propozycję niezobowiązującej gry w karty, podczas której mieli porozmawiać o szczegółach współpracy. Korzystając z tego, że rozgrywka – ze względu na swój charakter – nie odbywała się w głównej hali kasyna a w osobnym pomieszczeniu, towarzyszka Włocha z uśmiechem podziękowała za podsunięte krzesło i usiadła kochankowi na kolanach. Cassegrain posłał Elaine krótkie, wymowne spojrzenie; oczekiwał od niej takiej samej postawy, bo Massei nie wiedział – i wcale wiedzieć nie musiał - że brunetka była w pracy.
[Żulczyk mistrz <3 Jeżeli przeszkadza Ci, że również mam jego cytat w tytule to nie ma problemu, zmienię.]
OdpowiedzUsuńJego zainteresowanie klientem spadło do absolutnego minimum. Znacznie ważniejsza była teraz Elain, której ciepło na nowo rozgrzewało jego zlodowaciałe serce.
OdpowiedzUsuńProfesjonalizm kazał mu się zaśmiać, gdy Massei rzucił mało wyszukanym żartem o bezdomnych. Był snobem, owszem, ale tym razem wyjątkowo nie miał w ochoty na grubiańskie, kastowe kawały. Kątem oka pojrzał na Ell. Wyglądała przepięknie. Ona jedna zawsze robiła na nim piorunujące wrażenie, czy to w eleganckiej sukni, z podkreślającą piękny kształt ust krwiście czerwoną szminką, czy z jeszcze wilgotnymi włosami w jego zdecydowanie za dużej na siebie koszuli, czy pogrążona we śnie, zupełnie naga, w jego satynowej pościeli.
Nawet się nie zastanawiał, czy i tym razem brunetka będzie w stanie powstrzymać się przed wymierzeniem mu siarczystego policzka, gdy kładł jej dłoń na kolanie. Tak cholernie chciał, by było jak dawniej. By z tym zadziornym błyskiem w oku mówiła mu, jak bardzo niewyżyty jest, jednocześnie dając zaciągnąć się do jednego z pustych gabinetów wieżowca, w którym zaledwie kilka metrów dalej trwała wystawna kolacja celebrująca świetne wyniki firmy w comiesięcznym rankingu najlepszych przedsiębiorstw.
[Kłótnie na krzykboksie takie dorosłe, wow. Tylko mnie to bawi?]
OdpowiedzUsuńPrzez chwilę kciukiem głaskał jej kolano, w końcu jednak zabierając dłoń. Nie chciał pogarszać swojej sytuacji; i bez tego był na straconej pozycji.
- Kiedyś lubiłaś, gdy cię dotykałem – zauważył, przekładając trzymane w ręce karty tak, by ułożyć z nich coś sensownego.
Jego ciepły oddech owiał szyję brunetki. Pamiętał, że zawsze sprawiało jej to przyjemność, a nawet jeśli nie, to nigdy na to nie narzekała. Chciał się do niej znów zbliżyć, choćby na krótką chwilę, choćby po to, by przekonać się, że wciąż coś do niej czuje.
[Krótko, wiem, ale wyjątkowo nie chce mi się opisywać rozmowy z tym nudnym Włochem. Darujesz mi to, prawda?]
Nie byłby sobą, gdyby nie spojrzał na korespondencję. Zwykle nie interesowały go sprawy innych ludzi – miał na głowie wystarczająco dużo własnych problemów – ale w tym wypadku nie mógł sobie tego odmówić. Elaine za bardzo go intrygowała, była zbyt zdystansowana względem niego, zbyt obca, a tego James nie mógł znieść.
OdpowiedzUsuńJego uwagę przykuło tylko jedno słowo. I to jedno słowo wystarczyło, żeby serce mu stanęło. Elaine miała syna? Jego Elaine imała syna?
Nieświadomie mocniej zacisnął szczęki, ale poza tym na jego twarzy nie pojawiła się żadna ekspresja. Był mistrzem w ukrywaniu uczuć pod maską obojętności. Przelotnie spojrzał na Ell, a gdy wraz z Masseim i jego partnerką lawirowali w tłumie gości Bellagio, przystanął na chwilę, delikatnie łapiąc brunetkę za ramię, by i ona się zatrzymała.
- Masz dziecko? – zapytał, teraz już nie ukrywając zaskoczenia. Była przecież taka młoda, zawsze ostrożna ponad miarę, nigdy nie sypiała z przypadkowymi mężczyznami. Jak to w ogóle było możliwe, by jego mała Elli miała dziecko?
Naiwnie myślał, że Elaine wybrnie z sytuacji bezwzględnym nie i na tym zakończy cały temat. Odpowiedź, której mu udzieliła zamiast tego, jedynie pogorszyła sytuację i przyprawiła go o kolejny zawał. Jego Elaine naprawdę miała dziecko.
OdpowiedzUsuń- Może i nie moja, ale to nie zmienia faktu, że się o ciebie martwię.
Co go podkusiło do podzielenia się z nią swoimi myślami? Doprawy nie wiedział. Powinien był przecież wzruszyć ramionami i wrócić do Masseiego, dać jej spokój dokładnie tak, jak zrobił to pięć lat temu, gdy bez skrupułów oznajmił, że wyjeżdża i nie ma zamiaru do niej wracać. Tymczasem dał się ponieść emocjom i jak ostatni idiota przyznał, że Ell nie była mu obojętna. Bardzo szybko tego pożałował, ale wiedział dobrze, że już nie odkręci swoich słów.
- Elaine… - westchnął ciężko, nie będąc do końca pewnym, co właściwie powinien powiedzieć. – Wiem… Domyślam się, jakie masz na mój temat zdanie i, choć bardzo bym tego chciał, nie będę cię przekonywać do jego zmiany, bo w pełni na nie zasłużyłem. Proszę jednak, byś, choćby przez wzgląd na to, co nas kiedyś łączyło, wyjaśniła mi, jak to się, do kurwy nędzy, stało, że masz dziecko.
Starał się zachować spokój, ale jego dłonie zupełnie mimo woli zacisnęły się w pięści. Dotychczas sądził, że był stabilny psychicznie i radził sobie z własną mentalnością, ale ledwo pojawiła się Ellie, to przekonanie ulotniło się szybciej niż ustawa przewidywała, zostawiając po sobie jedynie tą cholerną niepewność.
Dopiero teraz tak naprawdę przekonał się, co to znaczy mieć zawał. Poczuł, że robi mu się duszno, a dobrze związany dotąd krawat nagle okazał się być zdecydowanie zbyt ciasny. Nie pomogło jednak poluzowanie go ani nawet rozpięcie dwóch pierwszych guzików śnieżnobiałej koszuli – wciąż czuł na karku lodowate dłonie rzeczywistości.
OdpowiedzUsuńNawet nie zarejestrował momentu, w którym dogonił Elaine i znów złapał ją za ramię.
- Jeżeli próbowałaś być zabawna, to ci nie wyszło. Kurwa, powiedz, że to nie prawda. Ellie, kurwa, powiedz, że to nie jest moje dziecko.
Nagle zupełnie jasny stał się powód tej romantycznej kolacji, którą brunetka przygotowała tamtego dnia. Założyła wtedy dopasowaną sukienkę, chyba pierwszy raz od miesiąca, i wyraźnie było widać, że jej brzuch nie był już tak płaski jak kiedyś.
- Kurwa, Ellie – spojrzał na nią błagalnie.
Był przerażony, choć sam jeszcze nie do końca był pewien, czy tym, że jest ojcem czy tym, że zostawił ukochaną wtedy, gdy najbardziej go potrzebowała.
Chciał coś powiedzieć, jakoś się wytłumaczyć, przeprosić za bycie skończonym chujem. Chciał, ale nie mógł wydobyć z siebie słowa. Ellie miała rację; nie miał prawa nazywać się ojcem jej dziecka. Nie miał nawet prawa wymagać od niej żadnych wyjaśnień. Jedyną rzeczą, którą właściwie mógł zrobić po tym wszystkim, było pozwolenie jej odejść. Dobrze wiedział, że powinien zostawić ją w spokoju, że dość już namieszał w jej życiu, ale nie potrafił tak po prostu udawać, że nic się nie stało.
OdpowiedzUsuńPo chwili jednak wygładził marynarkę i odchrząknął, znów zakładając maskę profesjonalisty.
- Jeśli nie chcesz, żebym był obecny w waszym życiu, zrozumiem. Wystarczy jedno twoje słowo, a zniknę. Ale pozwól sobie pomóc. Może ci to nie odpowiada, ale twój syn jest również moim synem, więc prawnie należą ci się alimenty.
Wcale nie chciał tak załatwiać sprawy, ale oziębłość, z którą zaprzyjaźnił się przez te kilka lat, nie dała mu o sobie dłużej zapominać. Gdyby tylko Elaine mu na to pozwoliła, stłumiłby ją – potrafił być przecież czułym, troskliwym facetem, o czym brunetka doskonale wiedziała – ale skoro tak stawiała sprawę, nie pozostawiało mu nic innego, jak odsunięcie się w cień.
- No i nie powinnaś mieć. - stwierdził z rozbawieniem, niezbyt wiedząc co powiedzieć. Już zapomniał, jak się wmawia kobietom, że dany kompleks wcale nie jest uzasadniony.
OdpowiedzUsuń- A więc okej, ja pójdę po Mel i spotkajmy się za godzinę przy restauracji. - odparł z lekkim uśmiechem i udał się w swoją stronę. Wszedł do apartamentu, wziął szybki prysznic i zaproponował małej kolację ale ta stwierdziła, że nie chce nigdzie iść. Została więc z opiekunką a on szybko się ubrał i skierował się do restauracji. Nienawidził się spóźniać, ale niestety przyszedł parę minut po czasie. Nie lubił, ale zdarzało mu się i to zdecydowanie za często.
- Przepraszam za spóźnienie, jak zwykle trochę straciłem poczucie czasu - stwierdził, dopinając jeszcze mankiety koszuli (?).
Mattieu
Mimo podłego humoru wytrwał w towarzystwie Massei’ego do końca wieczoru. Zwykle był zadowolony, gdy udało mu się podpisać kolejny kontrakt, ale tym razem sukces nie smakował tak dobrze. Nie mógł przestać myśleć o Elaine i ich wspólnym dziecku. Jak mógł tak głupi i zostawić ją samą z tym wszystkim? Nie, jak mógł być tak głupi, by w ogóle ją zostawić?
OdpowiedzUsuńMyślał, że mu przejdzie, że to tylko chwilowa słabość. Już raz przecież udało mu się stłumić to uczucie. Był silnym i pewnym siebie facetem; był, dopóki w pobliżu nie pojawiła się Ellie.
Niecały tydzień miną od ich przypadkowego spotkania w Bellagio, gdy James z bukietem jej ulubionych tulipanów zjawił się pod tak dobrze znanymi sobie drzwiami. Wahał się długą chwilę, nim zapukał. Może jednak nie powinien tego robić? Może powinien po prostu o tym zapomnieć i znów uciec, tak jak to już kiedyś zrobił?
Westchnął cicho, zaciskając tkwiącą w kieszeni eleganckich spodni dłoń w pięść. Nie, już nie było odwrotu. Był dorosłym mężczyzną i, na miłość boską, nie miał prawa zachowywać się jak przestraszony dzieciak. Musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co zrobił. Nie mógł kolejny raz jej zawieść.
Obdarzył ją lekkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- Nie chciała iść. - stwierdził ze wzruszeniem ramion. I dosłownie w momencie poczuł małe rączki które oplotły mu się w udzie.
- Tato, a ona mi powiedziała, że tu będzie pani Elaine - odparła z wyrzutem mając na myśli opiekunkę, która po chwili zbiegła widocznie przerażona ze schodów. Mała - o dziwo, gdy zobaczyła Elaine stojącą przy ścianie przyszła się do niej przytulić. Zaczynało go trochę niepokoić jej zachowanie względem Grim; wydawało mu się, że szuka w niej matczynego ciepła. Mała bardzo przywiązywała się do ludzi i wiedział, że gdyby E nagle zdecydowała się na wyjazd ta niełatwo poradziła by sobie z kolejną stratą.
- Boże, Melissa. Poszłam na chwilę do toalety a jej - odetchnęła głęboko, widocznie zmęczona biegiem - a jej nie było. - stwierdziła nie do końca wiedząc co się dzieje.
- Nie przejmuj się. Zajmę się nią . - odparł do opiekunki a ta uśmiechnęła się widocznie z zadowoleniem i odeszła w swoją stronę.
Mattieu jedynie pokręcił głową z rozbawieniem na zachowanie córki i otworzył przed El drzwi restauracji. Opiekunka Melissy nie miała z nią łatwo. Wystarczyło, że ta obróciła się na chwilę a mała albo pędziła do taty przez wszystkie korytarze albo tak po prostu szła sobie do restauracji czy kasyna by zobaczyć "co robią dorośli ludzie". Wszyscy ochroniarze i pracownicy ją znali, bo każdy co najmniej raz musiał odprowadzać ją do Matta. Była małym urwisem, ale po prostu nie dało się jej nie kochać.
OdpowiedzUsuńGdy weszli do lokalu mała zażyczyła sobie ciasto a on w zasadzie był niespecjalnie głodny ale zamówił mniejszą porcję spaghetti.
- Tylko to jesz, Elaine? - zapytał, spoglądając na nią - Marnie wyglądasz. Powinnaś zjeść coś, co by ci dało trochę więcej energii. - stwierdził wiążąc Melissie włosy w kucyk
Mattieu
- No nie wiem... - przyglądał jej się jeszcze chwilę. Na dania czekali dosłownie pięć minut - słyszał te ciche szepty "to szef, to szef!". Aż uśmiechnął się pod nosem myśląc, jaki muszą teraz przeżywać stres. A przecież nie był taki straszny, ogólnie był raczej miłym i uczynnym człowiekiem tylko, gdy ktoś go zdenerwował czasem za bardzo nosił się emocjami.
OdpowiedzUsuń- Tatusiu?
- Tak? - Mattieu spojrzał na Mel z zainteresowaniem
- A czy ja będę mieć nową mamusię? - nie spodziewał się, że mała o to zapyta. Nim zdążył odpowiedzieć, mała znów zaczęła trajkotać - A może być nią Elaine? Proszę, proszę, proszę - zaczęła nawijać. Mattieu poczuł się nie tyle głupio, co po prostu dziwnie... Zaczynało do niego docierać to, że mała potrzebuje matczynej miłości.
- Porozmawiamy o tym w mieszkaniu, okej? - poprosił ją spokojnym, zrównoważonym głosem. Mel rozejrzała sie po pomieszczeniu i dostrzegła jedną z kelnerek, którą lubiła; pomachała do niej, zapytała się Matta czy może iść i gdy jej pozwolił zniknęła w restauracyjnej kuchni.
- Udajmy, że tego nie było. - stwierdził - Porozmawiam z nią wieczorem. Nawet nie wiesz jak ciężko być tatą. - odparł. Już nawet nie chodziło o fakt, że mała też bywała marudna, gdy miała jeszcze dwa lata budziła się o trzeciej w nocy i chciała się bawić; nie było na nią wtedy mocnych, ale o to, że bał się jak mała zareaguje gdyby faktycznie kogoś poznał. Elaine była dla niego przyjaciółką; nie myślał o niej pod kątem wyglądu czy bycia razem. W jego otoczeniu kręciło się coraz więcej kobiet i wiedział, że już czas najwyższy kogoś poznać, ale bał się, że mała nie zaakceptuje jego dziewczyny i co wtedy miałby zrobić?
OdpowiedzUsuń- Twoja siostra mówiła mi o chorobie Anthonego... - zaczął niepewnie, upijając łyk wina - jeśli potrzebujesz pieniędzy, to po prostu mów. Kiedyś mi je zwrócisz, ale wyobrażam sobie, jakim ciężarem dla ciebie to musi być zwłaszcza, że wychowujesz go sama - stwierdził, kołysząc w dłoni kieliszek z winem
- Oh, Elaine. Jak nie będziesz miała pieniędzy na chleb też powiesz, że sobie radzisz, prawda? - stwierdził spoglądając na nią łagodnie. Oparł łokcie o blat stolika i zerknął na telefon. Powoli dobiegała dziewiętnasta. Mięli więc jeszcze trochę czasu.
OdpowiedzUsuńWiedział, że to dla niej drażliwy temat ale też nie rozumiał, czemu tak bardzo nie chciała niczyjej pomocy.
- A ojciec dziecka? Dostajesz od niego jakieś pieniądze? - zapytał i w momencie ugryzł się w język. Najpierw mówił, później myślał. Jej mina utwierdziła go w tym, że mógł to zatrzymać dla siebie - Przepraszam, nie powinienem o to pytać - stwierdził po chwili.
- Przepraszam, naprawdę nie powinienem o to pytać. To nie moja sprawa. - stwierdził ostatecznie. Na jego szczeście przyszła Melissa i zawiesiła mu sie na szyi marudząc, że chce już iść. Nie pozostało im więc nic innego jak wstać. W końcu to dziecko zazwyczaj miało władzę. Wziął małą na ręce bo widocznie była już bardzo śpiąca; nie zdążył nawet dobrze wyjść z restauracji, a ona już spała mu w ramionach.
OdpowiedzUsuń[Tylko po jednym? Oj, wigilia chyba niezbyt się udała w takim razie.]
OdpowiedzUsuńNie dał po sobie poznać, że pojawienie się chłopca go zaskoczyło. Sam nie wiedział, czego się spodziewał przychodząc tu, ale z pewnością nie przewidział, że przecież i ich syn będzie w domu. No bo niby gdzie indziej miał być?
Odprowadził go wzrokiem, nie komentując jednak niczego. Podczas ich pierwszego spotkania był wytrącony z równowagi, więc zareagował na wiadomość o synu zbyt impulsywnie. Teraz jednak towarzyszyło mu znów to wypracowanie opanowanie.
Znów przeniósł wzrok na Ellie, wyciągając do niej dłoń z kwiatami.
- Ponieważ nie mogę patrzeć na tego idiotę w lustrze, który zostawił najważniejszą osobę w swoim życiu, gdy ta szczególnie go potrzebowała – odparł bez wahana, wciąż ze stoickim spokojem, jakby to była najnaturalniejsza odpowiedź na zadane przez brunetkę pytanie. – Ponieważ nie potrafię udawać, że nie obchodzi mnie wasz los. Bo mimo iż wmawiam sobie, że udało mi się o tobie zapomnieć, tak naprawdę wciąż żałuję, że w ogóle przeszło mi przez myśl, że coś lub ktoś może mnie uszczęśliwić bardziej niż ty. Więc proszę, przyjmij kwiaty i zaproś mnie na kawę.
Wiedział, że może lepszym wyjściem było korzenie się przed nią, błaganie na kolanach o wybaczenie, robienie z siebie błazna, ale nie potrafił zmienić tego, kim był. A był władczym facetem, który rzadko ustępował i lubił czuć, że inni są od niego zależni – w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie oznaczało to, że lubił mieć nad innymi władzę; zwyczajnie lubił być za innych odpowiedzialny, bo to dawało mu poczucie, że jest dla tej osoby choć w najmniejszym stopniu ważny.
Życie z Mel bywało naprawdę trudne. Mimo iż starał się robić wszystko by mała tak bardzo nie odczuła braku matki wiedział, że bardzo za nią tęskni. Oczywiście, wytłumaczył jej, że mama poszła do aniołków ale wiedział, że to nie ulżyło jej w żaden sposób w tęsknocie. Od jej śmierci minęły już grubo ponad dwa lata, ale chyba oboje sobie z tym nie radzili; i tata, i córka. Po prostu nagle, z dnia na dzień nie było jej. Nie robiła im śniadań, nie było jej dźwięcznego głosu, nikt nie ścielał łóżek. Zrobiło się pusto i tej pustki nie dało się niczym wypełnić. Przez pierwszy miesiąc od jej śmierci spał na kanapie; nie mógł poradzić sobie z tym, jakie łóżko było puste bez niej.
OdpowiedzUsuńDziś mała zachowywała się wyjątkowo dziwnie. Przyszla w środku nocy do Matta i tak po prostu wgramoliła mu się do łóżka i wtuliła w niego. Było to oczywiście urocze, ale nigdy tego nie robiła. No, przez pierwsze trzy miesiące od śmierci mamy spała z nim, ale później wróciła do swojego łóżka i swojej tony miśków.
Poza tym, Melissa ogólnie wydawała się nad wyraz smutna. Gdy odprowadzał ją do przedszkola serce mu się krajało; nie mógł patrzeć na smutek wymalowany na jej twarzy. Przecież zawsze była taka wesoła. Potem, gdy ją z niego odbierał i liczył, że będzie lepiej znów się zawiódł. Była w tym samym nastroju. Przyniosła również, jak zwykle, rysunki z przedszkola. Na wszystkich była ich trójka i pies. Ostatni rysunek go jednak zaskoczył, tym razem podpisy się zmieniły "Ja, tata, Elaine". Zamurowało go.
Wrócił z pracy zmęczony, zjadł szybko kolację i ułożył małą do snu. Pocałował ją na dobranoc i również połozył się spać. Obudziło go intensywne szarpanie za rękaw. Spojrzał na zegarek; druga w nocy.
- Ja chcę do mamy - i rozpłakała się na cały głos. Wtuliła się w niego a on w momencie chciał zapłakać razem z nią z bezsilności. Bo cóż miał zrobić? Wskrzesić mamę? Jedyne co mu pozostało to tulić ją do siebie.
- Przyprowadź Elaine, proszę, przyprowadź - chlipiała przez łzy mocząc mu chyba całą kołdrę.
- Ale Elaine pracuje, Mel. Jutro z nią porozmawiasz - gładził włosy małej i próbował jej to przetłumaczyć, ale przecież ona była taka uparta... Była trzecie w nocy gdy zadzwonił do Elaine z prośbą by przyszła.
Mattieu
Był na tyle zestresowany całą tą sytuacją że nawet nie zauważył swojego stroju, a raczej jego braku; miał na sobie tylko dresy, a tors miał cały odsłonięty. Nie to, żeby miał się czego wstydzić; sport od wielu lat był jego pasją której nie umiał się pozbyć, choć wiele razy chciał i trzymał całkiem niezłą formę jak na trzydziestosześciolatka. Całkiem nieźle też eksponował się jego tatuaż który miał na żebrach.
OdpowiedzUsuńOtworzył jej drzwi zmęczony, zaspany i smutny. Jeśli zazwyczaj nie było po nim etgo widać, to dziś był zwyczajnie smutny. Przeszło mu przez myśl, że nie radzi sobie z wychowaniem Mel i po prsotu nie nadaje się na ojca.
- Dzięki, że przyszłaś - odparł tylko na tyle zaspany, że nawet nie zarejerestrował tego, że jest wpółnagi. Mała gdy tylko usłyszała, że drzwi się otwierają wpadła Elaine w ramiona.
- Elaine - zachlipiała gorzko wtulając się w nią - bę-będziesz moją mamą? - i znów zapłakała cicho - bo tata mówi, że mamusia już nie wróci - w momencie spojrzał na tą scenę i wymięknął. Pewnie tego nie dostrzegła, bo była zapalona tylko lampka ale oczy mu się zaszkliły. Zamrugał szybko, by ukryć słabość i usiadł na krześle przy stole. Twarz miał stapioną i pozbawiona emocji. Ukrył twarz w dłoniach oddychając głęboko.
Siedział niedaleko i słyszał rozmowę. Trzeba było przyznać, że Elaine miała dar przemawiania do dzieci bo mała w momencie się uspokoiła i przestała płakać. Matt chciał być dla niej najlepszym tatą ale jeśli chodziło o tematy związane z Amelie po prostu brakowało mu słów. Nie wiedział co powiedzieć, bo sam bardzo cierpiał przez jej brak.
OdpowiedzUsuń- Ja wiem - mała zachlipiała nosem - ale komu mam to dać? - Mel wyciągnęła spod swojej poduszki czerwoną laurkę z nieco niezgrabnym napisem "Dla mojej mamy". W środku wklejone były życzenia z okazji Dnia Matki który miał być jutro.
- Czemu inne koleżanki mają mamusię a ja nie mam? Czy to moja wina? - mała spojrzała na Elaine tymi swoimi wielkimi czarnymi oczyma i wtuliła się w nią.
Kiwnął lekko głowę na znak, że rozumie jej brak czasu – a także niechęć płynącą od Grim – i że nie będzie się spierał, gdy ta każe mu wyjść. Buty i marynarkę zostawił przy wejściu, a wchodząc do kuchni, podwijał rękawy koszuli. Lubił garnitury, ale cenił też swobodę i gdy mógł, zawsze zdejmował nieco ograniczającą ruchy marynarkę.
OdpowiedzUsuńUsiadł przy stole, naprzeciwko chłopczyka, przez chwilę jeszcze obserwując krzątającą się po kuchni Elaine. Potem jednak przeniósł wzrok na Anthonego. Gdy chłopiec spojrzał na niego przelotnie, James od razu zauważył, że mały odziedziczył oczy po matce. Miał również jej usta, tak samo kształtne i pełne. Uśmiechnął się pod nosem, nie mogąc powstrzymać tego gestu.
- Co ciekawego rysujesz? – zagadnął, zerkając na leżącą przed nim kartkę.
Mała była już na tyle tym wszystkim wymęczona, że po słowach Elaine od razu zasnęła. Pokój ogarnęła cisza.
OdpowiedzUsuńCiężko opisać to, co w tamtej chwili kłębiło się w głowie Matta. Mieszanka żalu, smutku, rozgoryczenia, tęsknoty i tym podobnych. Czasami sam zastanawiał się, dlaczego. Czy może on zrobił coś źle, może to przez to że tak szastał pieniędzmi nigdy nie szanując ojca. Ale Matt to inna sprawa niż Mel. Ona niczym nie zawiniła. Była grzecznym i szczęśliwym dzieckiem. Nie rozrabiała, wszyscy ją uwielbiali. Gdy straciła mamę stała się inna. Nie to, żeby nagle była osowiała i od wszystkich się odwróciła; po prostu czasem on sam widział jak cierpiała z jej braku. Budziła się w środku nocy i brała jej zdjęcie z komody i kładła się z nim spać.
Wpatrywał się tępo w okno z twarzą bez wyrazu.
- Chyba nie nadaję się na ojca - stwierdził czując obecność Elaine obok siebie.
- Wiem i to jest jedyny temat, na który nie umiem z nią rozmawiać. Bo sam sobie z tym nie radzę momentami. - stwierdził przenosząc na nią wzrok; starał się nie zatrzymać wzroku na jej piersiach które odznaczały się spod koszulki. Był tylko facetem.
OdpowiedzUsuń- Jutro jest Dzień Matki i to przez to. Przedszkolanka mówiła mi, że wszystkie dzieci opowiadały o swoich mamach a ona siedziała sama w koncie. Jeszcze głupio zapytała, dlaczego... Mogłem jej dziś tam nie puszczać. Zaczynam sie przyzwyczajać, że cały czas robię coś źle. - stwierdził z westchnieniem, wciąż wpatrując się w okno tak jakby szukał w nim odpowiedzi na wszystkie pytania które teraz kłębiły mu sie w głowie.
[Coś mi dzisiaj strasznie krótkie te komentarze wychodzą.]
OdpowiedzUsuńSkinieniem głowy podziękował za kawę. Nim blondynek opuścił kuchnię, oddał mu rysunek, mówiąc przy tym, że bardzo mu się podoba.
- Ma talent do rysowania – zauważył, gdy zostali sami.
Na to pikanie nawet nie zwrócił uwagi. Był zbyt zajęty zastanawianiem się, co powinien powiedzieć, by Ellie pozwoliła sobie pomóc. Pamiętał jednak dobrze, jak brunetka w Bellagio powiedziała mu, że alimenty nie wyleczą jej syna. Wtedy o to nie zapytał, ale teraz miał zamiar poruszyć ten temat.
- Mówiłaś, że Thony jest chory – powiedział ostrożnie, nie chcąc, by na niego naskoczyła. Miała do tego prawo; w końcu pojawił się znikąd i nagle interesował się synem, o którego istnieniu nie wiedział przez ostatnie pięć lat.
- Może i masz rację... Tyle, że ja nie mogę patrzeć na to jak ona bardzo za nią tęskni. Mogę robić za obojga rodziców, ale nie zrobię takiego śniadania jak mama, takiego warkocza jak mama... Nie mogę jej po prostu zastąpić, choć tak bardzo bym chciał. Przecież mam tylko ją. Nie mogę patrzeć na to, jak cierpi. - stwierdził przenosząc na nią wzrok i przez chwilę widać było smutek i bezradność w jego oczach. Szybko jednak zastąpił to obojętnością.
OdpowiedzUsuńTrochę zdziwiło go to, że pocałowała go w czoło ale ostatecznie zrobiło mu się po prostu... Przyjemnie. Zdał sobie sprawę, że w sumie od dwóch lat od nikogo nie otrzymał wsparcia; to on pocieszał wszystkich po śmierci żony. Radził sobie sam. Nie chciał niczyjej pomocy bo wychodził z założenia, że przecież jest dorosłym facetem i musi zaakceptować pewne rzeczy. No i okej, w sumie tak było ale te ciepło które mu teraz dała naprawdę podniosło jego morale.
OdpowiedzUsuń- Ja naprawdę chcę dla niej wszystko, co najlepsze. - stwierdził patrząc Elaine w oczy. W tym momencie drzwi pokoju się otworzyły i była w nich Mel.
- Tatusiu, mogę dzisiaj spać z tobą? - zapytała, tuląc do siebie wielkiego misia.
- Jasne, zmykaj. Zaraz tam do ciebie przyjdę. - odparł uśmiechając się do niej lekko. Gdy mała przemaszerowała przez salon i zniknęła w jego sypialni przeniósł wzrok na Elaine.
- Dzięki ci, że przyjechałaś. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. -odparł, wciaż uporczywie patrząc jej w oczy. W sumie sam nie wiedział czemu; po raz pierwszy od dłuższego czasu po prostu nie mógł się od nich oderwać.
Ich spojrzenia w momencie zetknęły się na zbyt długo i chyba za bardzo zbliżyli się do siebie tego wieczora. Dawno nie poczuł od nikogo takiego ciepła; no może od Mell, ale ona była jeszcze dzieckiem i dawała te ciepło każdemu.
OdpowiedzUsuńW momencie nawet nie wiedział co robi; po prostu przymknął powieki i musnął lekko jej wargi swoimi. Nie był to pocałunek pełen pożądania, nie wepchnął jej języka do gardła; był raczej czuły i delikatny.
Zdał sobie sprawę co zrobił dopiero gdy się od niej odsunął. Gdyby się rumienił, prawdpodobnie byłby cały czerwony.
- Przepraszam - wymamrotał. Dawno nie czuł sie tak głupio, jak teraz.
Dziś miał w pracy urwanie głowy. Cały czas biegał po całym Bellagio z jakimiś sprawami do załatwienia. Jak dobrze, że mała dziś miała być cały dzień i noc u koleżanki; zapewne nie miałby dla niej wcale czasu.
OdpowiedzUsuńGdy już wreszcie usiadł spokojnie przy biurku, przyszedł do niego zirytowany klient, że jednej z pracownic nie ma. Tą jedną z pracownic była Elaine. Wiedział, że należała raczej do sumiennych osób i nie przyszła by sobie do pracy od "tak" bo jej się nie chciało. Musiało się coś po prostu stać.
Zbiegł po schodach i wsiadł do samochodu. Był przed jej mieszkaniem dosłownie pięć minut później. Miał już najczarniejsze wizje przed oczyma, jak zawsze w takich chwilach zresztą. Stanął przed drzwiami i zapukał odliczając w głowie do 10; jeśli do 50 nie otworzy drzwi, to je wyważy. Na szczęście nic takego się nie stało, bo Eliza otworzyła ja praktycznie od razu gdy zapukał.
- Wszystko okej? Nie przyszłaś do pracy i jakiś klient się skarżył, ale zawołałem już inną dziewczynę by wzieła za ciebie zmianę. - odparł patrząc na nią łagodnie.
[Dzięki. Mam pomysł. Niech poznają się w metrze, tramwaju albo autobusie. Marlon się upije, ale tak konkretnie. Każde szarpnięcie przewoźnika będzie niosło za sobą niebezpieczeństwo zwymiotowania na pasażerów lub wywrotki na pysk. Pasażerowie będą bardzo niezadowoleni, a ponieważ Marlon będzie stał obok Elaine i jakoś tak dziwnie się do niej przytulał (to mu spadnie głowa, to środek transportu szarpnie i kobieta okaże się być jedynym ratunkiem przed upadkiem, to znów się zatoczy i na nią wpadnie - opcji jest mnóstwo), wszyscy ludzie będą składać zażalenia do niej. Co zrobi Grim? Strzeli pijaka po pysku? Zignoruje i jego, i gadanie ludzi? A może weźmie go do domu i pomoże mu wytrzeźwieć? Hm?]
OdpowiedzUsuńMarlon Grisen
[Spoko. Cieszę się, że pomysł do zaakceptowania. I fajnie, że chcesz zacząć.]
OdpowiedzUsuńMarlon Grisen
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Przez myśl przechodziły mu raczej jakieś przewlekłe grypy, anemie czy problemy z tarczycą. Mimowolnie uniósł brwi w zaskoczonym geście i obejrzał się na salon, w którym siedział mały.
OdpowiedzUsuń- Nie przypuszczałem, że to aż tak poważna sprawa – przyznał po chwili.
Z każdą chwilą czuł się coraz gorzej; jak mógł zostawić dwie najważniejsze osoby na świecie dla byle zlecenia za pół patola na jedną głupią reklamę cukierków? Westchnął ciężko, mocniej zaciskając dłonie na kubku.
- Wiesz dobrze, że dla mnie kwestia finansowa nie stanowi żadnego problemu. Powiedz mi tylko, ile potrzebujesz, a jeszcze jutro dostaniesz całą kwotę.
Miał nadzieję, że Elaine nie będzie długo upierać się przy swoim; bo był pewien, że nie od razu zgodzi się przyjąć jego pieniądze. Zbyt dobrze ją znał; była dumna i zawsze radziła sobie sama. Gdy jeszcze byli razem, często kłócili się o to, że tak uparcie obstawiała przy swoim i nie dała sobie pomóc.
- To nie tak, że chcę się wkupić w wasze łaski. Chcę po prostu pomóc. Oboje dobrze wiemy, że potrzebujecie pieniędzy.
[Od razu przybiegłam. No, proszę Pani do towarzystwa - nie prostytutka. Uff. Dziwna ulga, chociaż Alexander z różnymi był widywany. Przejdźmy zatem do wątku, zapewne w kasynie - może przy ruletce, albo przeciętnych automatach, bo już zdecydowanie za dużo drobnych pozostało w portfelu. Czy jednak coś bardziej związanego z zawodem Elaine? Nie wiem. Decyduj, porzuć coś. :)]
OdpowiedzUsuńGrayson
Cierpliwie czekał, aż brunetka skończy zajmować się Anthonym. Dzisiaj miał dużo czasu; wszystkim powiedział, że tego dnia jest nieosiągalny, że ma do załatwienia bardzo ważną sprawę i że absolutnie nie można się z nim kontaktować, nawet jeśli od tego zależałoby jego życie.
OdpowiedzUsuńZdążył dopić kawę i, nie chcąc, by brunetka musiała po nim sprzątać, umył za sobą kubek. Mimo że nie palił, dzisiaj miał na to ogromną ochotę. Ludzie mówili, że fajki były świetnym sposobem na odstresowanie. Musiał się jednak zadowolić zapachem Elaine, który unosił się w kuchni. Tak, czuł jej zapach, nawet jeśli nie było jej teraz w tym pomieszczeniu; wszędzie rozpoznałby tą słodką nutę.
- Nie robię tego, żebyś mi wybaczyła, tak samo jak nie robię tego po to, by móc myśleć o sobie jak o dobrym ojcu. Wiem, że zawaliłem, Elain. Zdaję sobie sprawę z tego, że pieniądze nie pomogą mi w odzyskaniu twojego zaufania, ale wiem też, że to jedyny sposób, by tak naprawdę pomóc Thonemu. Nie proszę, byś powiedziała mu, że jestem jego ojcem. Nie proszę, żebyś mi wybaczyła i dała mi drugą szansę. Proszę, byś pozwoliła mi wam pomóc. Jeśli chcesz, mogę nawet zniknąć z waszego życia; pozwól mi tylko zapłacić za operację małego.
Westchnął ciężko i, podniósłszy się, podszedł do niej.
OdpowiedzUsuń- Nawet nie wiesz, jak cholernie żałuję, że cię zostawiłem. Codziennie rano, zanim otworzyłem oczy, wyobrażałem sobie, że leżysz obok mnie, że gdy tylko się poruszę i powiem, że muszę już wstawać, zmarszczysz nos z niezadowoleniem i powiesz, że nigdzie mnie dzisiaj nie puszczasz. Idiotyzmem było zostawienie cię, ale, niestety, zdałem sobie z tego sprawę, gdy było już za późno.
Ujął jej dłonie, jednocześnie znacznie zmniejszając odległość między nimi.
- Dlaczego tak ciężko uwierzyć ci w to, że naprawdę mi cię brakuje? Że cholernie tęsknię? Że marzę o tym, by znów móc budzić się przy tobie?
Pogładził palcami jej policzek. Nie potrafił oderwać od niej wzroku; miała najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widział.
- Wciąż cię kocham, Elaine. Ale skoro nie mogę z tobą być, to chcę chociaż ci pomóc.
Przygryzł wargę, uśmiechając się półgębkiem.
OdpowiedzUsuń- Mówisz tak, jakbyś mnie nie znała.
Czułym gestem odgarnął opadające na jej jasne czoło kosmyki, zahaczając je o jej ucho.
Nawet nie wiedział, ile razy wykręcał numer jej telefonu, ile razy podjeżdżał pod jej kamienicę, ile razy zaczynał dzień od postanowienia, że pójdzie i przeprosi. Przyzna się do winy, ukorzy przed nią, pozwoli zrównać się z ziemią. Wiedziała przecież, że potrafił być czułym facetem. Że pod maską gbura krył się spragniony miłości dzieciak, który kupował tulipany bez okazji tylko dlatego, że ona zawsze tak się cieszyła tymi kwiatami. Nie miał pojęcia, dlaczego nie zdobył się na odwagę i nie przyszedł do niej, kiedy jeszcze był czas. Mógł chociaż wysłać jej list; po to, żeby wiedziała, że żałuje, tęskni i wciąż kocha.
- Wiesz dobrze, że nie potrafiłbym tak po prostu przyjść i przyznać się do błędu. Nie potrafię zmienić tego, jaki jestem, nawet jeśli cholernie tego chcę.
[Uświadomiłam sobie właśnie, że on przecież pali.]
James nie twierdził, że Ealine jest wolna. Ba, był przekonany, że kogoś miała. Była śliczna i inteligentna – idealna kandydatka na ukochaną. Brunetka po prostu nie dała mu do zrozumienia, że nie jest sama. Cassegrain wyszedł więc z założenia, że może jednak… Że może im się udać.
OdpowiedzUsuńWestchnął cicho, splatając umięśnione ramiona na klatce piersiowej.
- Dlaczego po prostu mnie nie wyrzucisz? Nie powiesz, że kogoś masz albo że po prostu nie chcesz mnie więcej widzieć? Wiem, że to ja cię zostawiłem, że to wszystko moja wina, ale wiem też, że nie naprawię tego, jeśli nie dasz mi szansy.
Znów do niej podszedł i, by tym razem nie mogła się odsunąć, oparł ręce o parapet po obu stronach jej smukłego ciała.
- Mówisz, że niektóre sytuacje wymagają poświęceń, więc może warto schować dumę, choćby po to, by pomóc synowi? Jedno twoje słowo i dostaniesz pieniądze na operację Anthonego. Jedno twoje słowo i na zawsze zniknę z waszego życia. Jedno twoje słowo, a ze wszystkich sił postaram się odbudować to, co tak spektakularnie zniszczyłem pięć lat temu. Wybór należy do ciebie, Ellie.
[Jeden : jeden, więc zero wstydu.]
Ta suma go nie zaskoczyła. Domyślił się, że skoro Elaine jak dotąd nie było stać na operację Anthonego, to kwota na pewno musiała być horrendalna. Nie skomentował tego w żaden sposób, będąc pewnym, że Grim dobrze wiedziała, że jest już o te dziewięć tysięcy bogatsza.
OdpowiedzUsuńSerce zabiło mu szybciej, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. Nieświadomie zacisnął palce na parapecie, a mięśnie jego szczęki drgnęły, gdy ją zacisnął. Była taka piękna. Nie potrafił się jej oprzeć. Zawsze go kusiła, a teraz, gdy wiedział, że nie może jej mieć, wydawało mu się, że robi to ze zdwojoną siłą. Jego dłonie stęsknione były jej cudownego ciała i gorąca aksamitnej skóry.
- Może ty nie wiesz, czego chcesz, ale ja wiem aż za dobrze – mruknął i nim brunetka zdążyła zareagować, złączył ich usta w delikatnym, stęsknionym pocałunku.
[Ech, lecę. Jestem już zmęczona, a to ostatnio rzadkość. Dobrej nocy!]
Gdy tylko poczuł, że Elaine przestaje mu się opierać, przeniósł dłonie na jej talię i obejmując ją, przyciągnął bliżej siebie. Tak bardzo za tym tęsknił. Wiele razy próbował przypomnieć sobie smak jej ust, miękkość jej warg, ale te wspomnienia okazały się teraz zupełnie inne niż rzeczywistość. Ta była jeszcze wspanialsza, jeszcze bardziej magiczna, niż mu się wydawało.
OdpowiedzUsuńOdsunął się po długiej chwili i choć miał wielką ochotę pocałować ją jeszcze raz, powstrzymał się przed tym. Nie chciał się jej narzucać. Nie chciał dawać jej kolejnego powodu do wyklinania po nocach. Już i tak dopuściła go do siebie i Anthonego bliżej niż - zapewne - sama chciał po tym wszystkim, co musiała przez niego przechodzić.
- Przeprosiłbym za to, ale nie żałuję - powiedział, mimowolnie uśmiechając się ciepło. - Dobranoc, Ellie.
Ułożył jej dłoń na policzku i czule ucałował jej czoło, a potem, nie czekając na jej reakcję, wyszedł, zostawiając ją samą w pogrążonej w ciszy kuchni.
Gdy już znalazł się w samochodzie, westchnął ciężko. Wcale nie chciał jej zostawiać. Chciał tam wrócić, przesiedzieć z nią całą noc, czuwać nad jej snem tak jak kiedyś. Wiedział jednak, że to nie jest takie proste. Musiał sobie zasłużyć na jej zaufanie i, choć zdawał sobie sprawę z tego, jak ciężkim było to zadaniem, miał zamiar się go podjąć. Za bardzo mu na niej zależało, by odpuścić.
[A widzisz, jak to wychodzi, jak człowiek się spieszy? Dziewięćdziesiąt miało być, oczywiście.]
[w takim razie miałabym ochotę na jakieś powiązanie, jeśli można. nie od zera. mogą się przyjaźnić, czy po prostu koleżankować? dodatkowo, Ariel może się nią po cichu fascynować, co Ty na to? jak są inne pomysły, też spoko:D]
OdpowiedzUsuńAriel